15 czerwca 2013

"You´ll never know what hit you"

            "- Mam na imię Mercedes - powiedziałam, polu-zowując śrubę alternatora. - Jak się do ciebie zwracać?
Oczy chłopaka na moment zalśniły.
           - Mercedes, mechanik Volkswagena? - Szybko umilkł i wymamrotał: - Przepraszam. Założę się, że słyszała to pani mnóstwo razy.
Uśmiechnęłam się szeroko, podając mu śrubę.
           - Taaa. Ale nad mercedesami też pracuję. Nad wszystkim, co niemieckie. Porsche, Audi, BMW, nawet nad dziwacznym Oplem. Głównie starocie po gwarancji, chociaż mam komputery do większości nowszych modeli. 

Odwróciłam głowę, by mieć lepszy widok na upartą śrubę numer dwa.
           - Możesz do mnie mówić Mercedes albo Mercy, jak wolisz."


Mercedes "Mercy" Thompson

 ostatnia zmiennokształtna - kojot | mechanik | ta, która jest odporna na magię wampirów 
 27 lat | 14 lutego | wodnik

           "Mieszkam w Finley, dziesięć minut drogi od warsztatu. To wiejska okolica, położona w starej przemysłowej części Kennewick. Mój dom na kółkach, dość obszerna przyczepa prawie tak stara jak ja, spoczywa w samym środku kilkuakrowej działki. W Finley znajduje się sporo działek o małej powierzchni z przyczepami lub domami modułowymi, lecz wzdłuż rzeki można zobaczyć posiadłości takie jak ta, w której mieszka mój sąsiad.

           Żwir chrzęścił pod kołami samochodu. Skręciłam na podjazd i zatrzymałam starego Królika przed domem. Gdy tylko wysiadłam, zauważyłam, że na werandzie stoi klatka dla kotów.

           Medea miałknęła żałośnie, ale zanim ją wypuściłam, oderwałam przyczepioną do klatki karteczkę.


"Pani Thompson, proszę trzymać kotkę z dala od mojego domu. ZJEM JĄ, JEŚLI JĄ ZNOWU ZOBACZĘ"


           Karteczka nie była podpisana.

           Zwolniłam zatrzask, wyjęłam kotkę i potarłam twarzą o jej miękką sierść.

           - Czy ten niegodziwy stary wilkołak wetknął biedną kocinę do pudła i tak ją zostawił?
           Medea pachniała sąsiadem, więc prawdopodob-nie Adam trzymał ją jakiś czas na kolanach, zanim postanowił ją tu przynieść. Większość kotów nie lubi wilkołaków - czy też zmiennokształtnych, takich jak ja. Medea, stare poczciwe kocisko, lubi wszystkich, nawet mojego zrzędliwego sąsiada. I właśnie dlatego często ląduje w klatce na werandzie. Adam Hauptman, z którym łączyła mnie przede wszystkim tylna część ogrodzenia, był Alfą w miejscowym stadzie wilkołaków."

CHARAKTER
             Mercedes wychowała się w świecie zdominowanym przez mężczyzn i od zawsze była do tego przyzwyczajana, co nie znaczy, że się z tym pogodziła. Jej wrodzone bycie upartą wszakże nie pozwoliłoby jej na to, by w spokoju przyjęła panujące zasady. Z tego też tytułu jej ulubionym zajęciem jest denerwowanie innych i robienie im na złość. W wolnych chwilach wpada we wszystkie tarapaty, jakie są w odległości kilkudziesięciu kilometrów - przyciąga je jak magnes. Bardzo szybko się nudzi. Wyznaje zasadę "kto się czubi, ten się lubi". Lubiąca swoją niezależność.

HISTORIA
siedemnastoletnia matka | ojciec - zmiennokształtny - zginął w wypadku samochodowym | przybrany ojciec - Bryan - popełnił samobójstwo |  wychowana przez najważniejszą watahę wilkołaków | opuściła stado, by żyć na własną rękę  


           "- Moja matka była fanką rodeo - zaczęłam, siadając obok Maca. - Lubiła kowbojów, wszystkich kowbojów. Spodobał się jej pochodzący z plemienia Czarnych Stóp ujeżdżacz byków, Joe Stary Kojot, który mieszkał w Browning w stanie Montana. Spodobał się jej do tego stopnia, że zaszła z nim w ciążę. Joe twierdził, że pochodzi z rodu lekarzy. Tak przynajmniej powiedziała mi mama, chociaż już wtedy myślała, że po prostu próbował jej zaimponować. Trzy dni po tym, jak go spotkała, zginął w wypadku samochodowym.
           - Miała siedemnaście lat i rodzice próbowali nakłonić ją do aborcji, ale nawet nie chciała o tym słyszeć.             Później sugerowali, by oddała dziecko do adopcji, ale była zdecydowana sama mnie wychowywać - przynajmniej do czasu, kiedy skończyłam trzy miesiące. Wtedy zamiast słodkiego bobaska znalazła w łóżeczku szczenię kojota.
           - I co zrobiła?
           - Próbowała odnaleźć krewnych mojego ojca -ciągnęłam. - Pojechała do Browning i dotarła do kilku rodzin o tym samym nazwisku, ale wszyscy twierdzili, że nigdy nie słyszeli o żadnym Joe. Jedno jest pewne - Joe był rdzennym Amerykaninem -wskazałam na siebie ręką. Nie wyglądam na czystej krwi Indiankę; rysami twarzy zdradzam anglosaskie pochodzenie. Tym niemniej moja skóra wydaje się opalona nawet w listopadzie, a włosy mam proste i równie ciemne, co oczy. - Poza tym niewiele o nim wiem.
           - Stary Kojot... - Mac głośno wyraził swoje przypuszczenie.
           Uśmiechnęłam się do niego.
           - Nie da się nie pomyśleć, że ta cała heca z przemianami musi być rodzinna, co?
           - No dobra, ale co to ma wspólnego z wilkołakami? 
           - Wujek mojego pradziadka był wilkołakiem. Miał to zachować w tajemnicy, ale przed matką trudno cokolwiek ukryć. Ona po prostu uśmiecha się do ludzi, a oni opowiadają jej historię swojego życia. Tak czy inaczej, znalazła jego numer telefonu i zadzwoniła.
(...)
           - Tak czy siak - ciągnęłam - przyjechał kiedyś w odwiedziny i gdy tylko mnie zobaczył, od razu wiedział, czym jestem. Działo się to, jeszcze zanim nieludzie wyszli z ukrycia, a zwykli śmiertelnicy usiłowali udawać, że nauka raz na zawsze wypędziła magię z ich życia. Przekonał moją matkę, że będę bezpieczniejsza w ostępach Montany, wychowywana przez wilkołaki Marroka - mają własne miasteczko w górach, gdzie obcy rzadko ich niepokoją. Wychowywałam się w rodzinie zastępczej, która nie miała żadnych dzieci.
            - Twoja matka tak po prostu cię oddała?
            - Przyjeżdżała każdego lata, choć oni niczego jej nie ułatwiali. Marrokanie nie przepadają za ludźmi, pomijając własnych współmałżonków i dzieci."

ma tatuaż w kształcie łapy tuż pod pępkiem | nienawidzi papierkowej roboty | posiadaczka kotki - Medei | ma trzy ulubione piosenki, których słucha na okrągło - Naive - The Kooks; Sway - The Perishers; Through the glass - Stone Sour

Powiązania | Album ze zdjęciami | Notki 

______
Karta w dużej mierze składa się z fragmentów książki "Zew Księżyca" Patricii Briggs.
W tytule cytat z piosenki "The Devil Within" - Digital Daggers
Notka będzie jeszcze wielokrotnie zmieniana, oczywiście.

14 czerwca 2013

Nie jestem niewolnicą emocji.

E L F A B A    T H R O P P 

Z ł a    C z a r o w n i c a    z    Z a c h o d u
c ó r k a    w i e l k i e g o    O z a
t h e   d e v i l ' s   w i t h i n 
T Ł O
_______________________________________________________


Ogień zapłonął, rozbłysł, a cienie, jak to cienie, zaczęły się dzielić i poruszać, tylko że te konkretne cienie przemknęły szybko przez pokój i dopadły go, nim miał szansę zorientować się, czym były. Było ich w sumie trzy albo cztery, albo może pięć, ubrane na czarno. Miały poczernione twarze, a na głowach kolorowe apaszki, takie jak te, które kupił dla Elfaby i Sarimy (...). I była tam pałka, która spadła na jego ciało niczym kopnięcie konia, niczym gałąź drzewa trafionego przez piorun. Musiał być i ból, ale Fijero był zbyt zaskoczony, by go poczuć. Musiała być krew, rozpryskująca się rubinową plamą na białym kocim futrze(...).
     
 (Wicked, G. Maguire)
      
      Twoje całe życie jest naznaczone śmiercią, upokorzeniami i cierpieniem. Gdzie się nie obróciłaś, tam posyłane były ku tobie pogardliwe spojrzenia. Zielona skóra, wstręt do wody - to i jeszcze kilka innych aspektów sprawiało, że wszyscy dookoła uważali ciebie za chodzące dziwadło, za przestrogę dla wszystkich niewierzących. Byłaś nawet pewna tego, gdy ojciec dawał Nessarozie prezent z okazji przyjęcia do szkoły. Srebrne trzewiczki - symbol faworyzowania młodszej siostry, która wręcz fanatycznie wierzyła w łaskę boską. A ty, ateistka i aspirytualistka całkowicie się wzdrygałaś przed jakimikolwiek aspektami związanymi z religią, czy magią. Dla ciebie najważniejsza była nauka, fakty. To one doprowadziły do twojej walki o prawa Zwierząt, a także do stworzenia latających małp, które potem były wręcz przestrachem dla każdego, kto pojawiał się w twoich włościach.
Od zawsze spychana na margines, w tyle. Nikt nie dawał tobie nadziei na szczęście, a ty również nie pchałaś się na siłę, aby takowego zaznać. Radziłaś sobie sama z różnymi niedogodnościami, czy to ze strony innych uczniów, czy ludzi ciebie otaczających. A woda? Zawsze jakoś dawałaś sobie radę uniknąć kontaktu z nią. Nawet opracowałaś odpowiedni sposób na wykonywanie typowo higienicznych czynności. Jak widać - skuteczny pomimo upływu lat.
Byłaś skazana z góry na porażkę, Elfabo Thropp, córko Meleny Thropp i Wielkiego Oza. Od dnia narodzin, od kiedy tylko się pojawiłaś w Manczkinlandii. I nawet najmniejsze przypływy szczęścia, jak spotkania z twoim Fijero - to wszystko było krótkotrwałe, jakby ktoś rzucił zagłodzonemu kundlowi ochłapy, które miały oszukać trawiący go od wielu tygodni głód. Nawet jego tobie odebrano.
       W taki sposób stałaś się kimś, za kogo ciebie uważali - złą, przepełnioną nienawiścią wiedźmą, która pragnie zemsty. Pragnie odzyskać Srebrne Trzewiczki, które należały się jej, jako najstarszej córce. Pragniesz odzyskania straconej miłości, a także chociażby grama sprawiedliwości. Pożądasz zemsty za wszelkie krzywdy tobie wyrządzone. I obiecujesz sobie, że w końcu takową dostaniesz. Nawet, jeśli ostatecznie przegrasz, jeśli nagle okaże się, że to wszystko doprowadzi ciebie do twojej własnej śmierci - tym razem wygrasz.
Musisz, Fabalo.
_______________________________________________________
Nie jestem zachwycona tą kartą, więc pewnie jeszcze zostanie zmieniona. 
Poza tym, zapraszam na wątki z Elfabą - długie, pokręcone, byle nie trzyzdaniowe. 
FC: Angelina Jolie.

Słowa, zimne i wyważone, nienaturalnie spokojne, ale przecież tak tchnące emocją.


Zsunęła z ramion futrzaną pelerynę, zdjęła lisią czapkę, szybkim ruchem głowy rozrzuciła włosy - swoją dumę i swój znak rozpoznawczy - długie, połyskujące złotem, puszyste pukle o kolorze świeżego kasztana.

Triss Merigold 
czarodziejka

Zawsze była trochę inna, trochę dziwna, trochę nie na miejscu. Zawsze wierzyła, że wszystko co robi - robi dobrze, bo tego właśnie nauczono jej w Aretuzie. Zawsze doskonale wiedziała jak pomóc innym, jakie zastosować zaklęcie i jaki podać eliksir by uśmierzyć nawet największy ból.  Zawsze bez słowa sprzeciwu wykonywała to, co musiała - bez chwili zastanowienia wyciągając ze skórzanej torby kolejne buteleczki z magicznymi płynami. Triss ma duże poczucie obowiązku i duży problem z zastosowaniem się do ogólnie przyjętych zasad - pewnie dlatego uparcie nosi rozpuszczone włosy symbolizujące jej silne przywiązanie do wolności i niezależności. Podobno jest wybitnie utalentowana, choć ona sama twierdzi, że wszystko jest kwestią odpowiednich ksiąg i zwojów z zaklęciami. Może i chciałaby być najlepsza w tym co robi, ale bycie najlepszą pociąga za sobą dużą odpowiedzialność, a Triss ma pewne problemy z odpowiedzialnością. I ze swoją blizną też, więc uparcie zakrywa dekolt i ma nadzieję, że kiedyś uda jej się zlikwidować wojenne blizny. Największy jednak problem ma z zachowaniem powagi, bo Triss śmieje się zawsze i wszędzie, przez co niektórzy nie traktują jej poważnie. Z drugiej strony jednak, kto powiedział, że czarodziejka musi być poważna? W dodatku taka, która choć jest uzdrowicielką, sama ma uczulenie na większość magicznych wywarów? Czarodziejka z alergią na eliksiry - to zdecydowanie nie brzmi poważnie. 

Do Handywii przybyła by odszukać utraconą miłość. Nie jest pewna tego co robi i każdego dnia nachodzą ją wątpliwości czy powinna przechadzać się wąskimi uliczkami w nadziei, że za rogiem spotka tego, kogo sama wyrzuciła ze swojego życia. 


[Za wszelkie nieścisłości z góry przepraszam, czytałam dawno. Ale obiecuje nadrobić po sesji, która na szczęście niedługo się kończy. W roli Triss Merigold z Wiedźmina - Gemma Arterton.]

13 czerwca 2013

Jeśli poczujesz, że zakwita w Tobie ból, kwiat nagle stanie się ulgą.


Agentka Specjalna

Clarice M. Starling



Clarice Starling to świeżo upieczona absolwentka Akademii FBI w Quantico ze specjalizacją w profilowaniu psychologicznym. Wybitnie uzdolniona w tej dziedzinie, inteligentna, bystra i empatyczna, ze sporą dozą uroku osobistego, który potrafi wykorzystać. Zawsze stara się nad sobą panować, waży każde wypowiedziane słowo, dba o ton i tembr swojego głosu, kontroluje każdy ruch czy spojrzenie. Zna wszystkie psychologiczne sztuczki, dlatego nie zdziw się, gdy wyciągnie z Ciebie Twój najgłębiej skrywany sekret. Ona tak ma, po prostu. Nazwij to czarem, cwaniactwem, darem, nieważne. Ona wie jak sprawić, byś jej zaufał i pozwolił przekroczyć swoją granicę. Połączenie tak światłego umysłu i niebywałej intuicji sprawi, że zatracisz się w rozmowie i dasz się przejrzeć na wylot. Rozluźnisz się, dasz nabrać na jej pogodne, acz skupione spojrzenie i niewinny wyraz twarzy. I pewnie będzie Ci się wydawać, że siedzicie w przytulnej kuchni, a w powietrzu unosi się zapach pysznych ciastek korzennych. Do tego kubek aromatycznej herbaty, jaka jest Twoja ulubiona? Tak, totalnie się zrelaksujesz, poddasz się nastrojowi.
Nie wyjdzie Ci to na dobre, zwłaszcza jeśli jesteś podejrzanym w prowadzonym przez nią śledztwie.
Usta Clarice wygną się w złośliwym uśmieszku i padnie tylko jedno słowo: "Zugzwang*". To urodzona profilerka, oddana swej pracy. Angażuje się na 100%, co chwilami staje się dla niej niebezpieczne. Poznaje mordercę od podszewki, chce znać jego zwyczaje, oddychać tym samym powietrzem, chodzić tymi samymi drogami. Wnika w jego życie tak mocno, że gdzieś kiełkuje w niej żądza mordu, którą powstrzymuje z całych sił. Co by się stało, gdyby któregoś dnia jej psychika zawiodła?

"Obudziłam się i usłyszałam krzyk owiec. 
Obudziłam się w ciemności i gdzieś obok przeraźliwie beczały owce..."

Starling to nie babochłop z giwerą w kieszeni. Nie przejawia żadnych męskich cech, tak typowych dla kobiet pracujących w tym zawodzie. Tak, jest zrównoważona, pewna siebie i nieco feministyczna, jednak nie z tych, które nie golą pach i rzucają się z gołymi cyckami, by walczyć o swoje prawa. Clarice to subtelna i tak naprawdę bardzo wrażliwa kobieta, chociaż nie da po sobie poznać, jak bardzo czuje się zraniona. Właśnie z tych emocji Clarice uczyniła swoją największą broń. Nieufna, nauczona by nikogo nie dopuszczać do siebie, z czasem zauważyła, jak bardzo to ogranicza jej życie. Stara się to zmienić, bardziej otworzyć się na innych, jednak na wszystko potrzeba czasu. Tak naprawdę nie może sobie poradzić z przeszłością, ze wspomnieniami tamtej nocy, gdy tak wyraźnie krzyczały owce. Ścigając zbrodniarzy, zgłębiając najciemniejsze aspekty ludzkiej psychiki, staje twarzą w twarz z własnymi demonami. Zdaje sobie sprawę, że najbardziej pragnie ulgi. Tego, by owce w końcu przestały beczeć.

"Dobry wieczór, Clarice..."

Handywia to dla Clarice przede wszystkim spokojna przystań. Tutaj może spacerować bez kabury, z rozwianymi przez wiatr włosami, pozbawiona uniformu i całej otoczki agentki federalnej. Żyje zwyczajnie, bez pośpiechu, celebruje smaczne posiłki, wypija kieliszek wina, jak ma ochotę to śpi do południa, albo wpada na drinka do karczmy "Pod Orlim Piórem".  I co najważniejsze, sprawiła sobie psa, z którym biega, jak tylko najdzie ich ochota.



***

Wita Was Clarice, bohaterka słynnej serii Thomasa Harrisa. 
Twarzy użyczyła Anna Torv, bo chciałam dać Starling coś nowego. Cytaty z "Milczenia Owiec"

Wątki lubię, a jakże, średniej i sporej długości. 
Na dwa, trzy zdania raczej nie odpisuję, no chyba że fabuła mnie zachwyci. 
Nie przesadzam też w drugą stronę, więc na widok strony A4  w komentarzu najpewniej zwieję w siną dal ;p
No, to zapraszam do zabawy :)


* Zugzwang - termin szachowy, oznacza sytuację, w której grający zdaje sobie sprawę, że jest na przegranej pozycji, a każdy ruch tylko pogorszy jego stan.

Ciągłość ludzkiego istnienia zależy od wspólnego jedzenia pączków.

– Zobacz, Sophie, kotek. – Było mu przykro z powodu śmierci karalucha Niedźwiedzia. Może tego popołudnia wybierze się do sklepu ze zwierzętami i przywiezie córce nowego przyjaciela. Sophie zapiszczała z radości i wyciągnęła rękę w stronę kociaka.
– Umiesz powiedzieć „kotek”? – spytał Charlie. Pokazywała zwierzątko rączką i uśmiechała się, tocząc z ust kropelki śliny.

– Chciałabyś kotka? Umiesz powiedzieć „kotek”? Sophie wciąż pokazywała kotka.
– Kotek – powiedziała.
I wtedy kotek padł trupem.


Charlie Asher
Chyba jedynie przypadkiem miał kiedyś żonę,
chyba przypadkiem udaje mu się wychowywać córkę,
zupełnym przypadkiem zamieszkuje Handywię,
przypadkiem prowadzi sklep z używanymi rzeczami,
przypadkiem lubią go ludzie - zapewne za tą pierdołowatość wypisaną na twarzy,
przypadkiem zrobił połowę rzeczy w swoim życiu.
Przypadkiem został Handlarzem Śmiercią.
Ups? 

Ludziom wydaje się, że wszyscy będą szczęśliwi będąc tak zwanymi osobnikami alfa - walczącymi o swoje, skupionymi na karierze, na wyrywaniu najładniejszych lasek i osiąganiu życiowych sukcesów. Może i świat byłby wtedy lepszy, ale zdecydowanie zabawniej jest gdy na horyzoncie pojawia się osobnik beta. Słabszy, liczący w życiu na szczęście, ten któremu wszystko wychodzi raczej przypadkiem. Taki jak Charlie.
Charlie Asher jest przeciętny do granic możliwości: nie naraża się, nie wychyla, nie wznosi buntów, nie marudzi, nie użala się, nie kradnie, nie ściga złoczyńców, nie wygrywa na loteriach, nie ubiera się szczególnie dobrze, nie rozumie zasad pchełek i nigdy, PRZENIGDY nie zrozumie dlaczego to właśnie on został wybrany do zabierania dusz zmarłym. Gdyby ktoś zorganizował konkurs na Największego Pierdołę Świata, Charlie zapewne zagarnąłby tytuł już w pierwszej minucie. On po prostu nie wie, nie rozumie i nie ogarnia, a przy tym chciałbym pomóc wszystkim i każdemu z osobna. Ale, ale! Żeby nie było, że można wejść mu na głowę i zrobić sobie tam przytulne mieszkanko! Jak musi to potrafi zawalczyć o swoje, a przy okazji ma córkę, której nie zawaha się użyć. Sophie - urocze, trzyletnie dziewczątko (prywatnie Wielka Śmierć), strzeżone przez dwie piekielne ogary, które zabija jednym słowem: kotek. W dodatku uwielbia miecze i inne dziwne rzeczy, co czyni z niej potencjalnie Najbardziej Niebezpieczną Trzylatkę Świata.
Tak więc opuścił rodzinne San Francisco, zrobił sobie urlop w pracy, przybył do Handywii i dał dziecku szlaban na mówienie 'kotek' (głównie dlatego, że oprócz nazywania kota kotkiem, zaczęła tak mówić na wszystko co wpadło jej w ręce oczy, a to zaczęło robić się niebezpieczne). Wieczorami wyprowadza na spacer piekielne psy i stara się oduczyć je jedzenia mydła. Podły zwyczaj. Oprócz tego pragnie odzyskać dawny spokój, co niestety... Wychodzi mu marnie. 


[Christopher Moore i jego Brudna Robota, sprawili że płakałam ze śmiechu siedząc w aucie na jednym z parkingów samochodowych. Nie mogłam się więc powstrzymać i tak oto powstał Charlie Asher - król samców beta i Naszelna Pierdołowatość Świata. Twarzy Charliemu postanowił użyczyć Mark Ruffalo, bo jest dobrym człowiekiem i lubi pomagać takim ludziom jak ja.  Zapraszamy!]

Walkę kończy śmierć, każda in­na rzecz walkę je­dynie przerywa.


Na gifie Jan Skrzetuski herbu Jastrzębiec, a sam gif jest tu tylko dlatego, że jest ładny.

Geralt z Rivii
Gwynnbleid  |  wiedźmin z problemami egzystencjalnymi


Jest jeszcze na świecie rozsądek? 
Czy już zostały na nim tylko skurwysyństwo i pogarda?

Geralt nie jest wcale Rivem. Nie jest też płatnym zabójcą do wynajęcia za drobną opłatą, żeby w krwawej jatce zgładził każdą istotę, która wadzi zleceniodawcy. Nie jest nawet Geraltem. Nie jest nikim. A może właśnie... jest nikim? 

Wiedźmini służą do likwidowania przy użyciu miecza (i opcjonalnie odrobiny magii) wszelkiego ścierwa, które rozpełzło się po Ziemi. Służą też do straszenia nimi dzieci i jako ruchome cele do treningu rzucania kamieniami. Wiedźmini przynoszą pecha, w ich duszach mieszka diabeł, spółkują ze strzygami i wyłudzają ogromne pieniądze za zabijanie potworów, które znów pojawiają się w okolicy tydzień po zniknięciu i wiedźmina i pieniędzy. Jako wcielenia zła, wiedźminów należy unikać, ale ich przydatność w określonych sytuacjach jest na tyle nie do przecenienia, żeby przemóc swój wstręt i wejść z nimi w konszachty.
Jest wśród wiedźminów taki jeden szczególny przypadek, któremu mało wiedźmińska moralność sporo spraw utrudnia. Kocha, chociaż nie powinien. Szuka odpowiedzi na pytania, których nie powinien w ogóle stawiać. Zastanawia się nad decyzjami, które powinien podejmować automatycznie. Ma w sobie zdecydowanie zbyt wiele z człowieka, którego powinien przypominać jedynie wizualnie.
W Handywii szuka świętego spokoju. Na próżno - jak sądzi.



___________________________

Cytat w tytule, naturalnie, z Sapkowskiego, ten w karcie również.
Interpretacja Geralta bardzo własna.

12 czerwca 2013

A R Y A
Arya Svit'kona.Arya Dröttningu.Cieniobójczyni. 

    Snuje się po zakamarkach, przemyka niezauważenie, stąpa lekko i z gracją jak kot, tak jak człowiek nigdy nie będzie w stanie postawić choćby kroku. Milczy, nie mówi o sobie, wielka chodząca zagadka. Zarówno tu, jak i w swoim świecie, nie chwali się tym kim jest, po prostu istnieje. Nie ocenia, po prostu patrzy, nie komentuje, wszystko zachowuje dla siebie. Stoicki spokój malujący się na twarzy, zimna obojętność, żadnych emocji. Prędzej zabije niż się roześmieje.Bliżej związana z przyrodą niżeli z innym, podobnym do niej istnieniem. Obca i niedostępna, a przy tym tak bardzo intrygująca.
   Handywia nie jest jej domem, jedynie chwilowym przystankiem w nieustannej podróży. Nigdy tak naprawdę miejsca na dłużej nigdy nie zagrzała. Urodzona przed przeszło stu laty, z czego siedemdziesiąt spędziła w nieustannej podróży, nie zdążyła nawet nazwać swym królestwem  Ellesmére, choć Du Weldenvarden pokochała całym sercem. Nawet po śmierci matki, gdy przyjęła po niej obowiązki Królowej Elfów, rzadziej niż częściej widywano ją w królewskim dworze. Ale lubi to miejsce. Bowiem tu nie jest królową, Smoczym Jeźdźcem, Cieniobójcą. Nie jest nawet jednym z najlepszych magów w królestwie, nie jest tą, która kłóci się z krasnoludzkimi kapłanami na temat istnienia ich bogów. Tu jest nikim i właśnie to najbardziej jej w tym miejscu odpowiada. Tu może być sobą, wolną, obojętną, zamkniętą, niekiedy złośliwą.Tu może być dziewczyną, która robi łódki i domki ze źdźbeł trawy i pozwala by porwał jej wiatr.

__
wiem, wizerunek Arweny z Władcy Pierścieni, ale niestety Liv idealnie pasuje do książkowej wersji Aryi, która gryzie się bardzo z tą filmową. karta krótka, ale to się zmieni jak mi wróci wena. Wątki długie i skomplikowane najlepiej

11 czerwca 2013

Och, niech twe usta dźwięczą radością i śpiewem o nadziei i obietnicy smoczych skrzydeł.


Menolly
Córka Yanisa, Harfiarka

      Menolly jest niepoprawna. Śpiewa, chociaż jej zabraniają. Chce zostać Harfiarzem, chociaż mówią, że to niemożliwe - bo kobieta nie może być Harfiarzem. Naznaczyła dziewięć jaszczurek ognistych, co jest wręcz nieprzyzwoite. Twierdzą, że jest niemożliwa. Menolly reprezentuje to wszystko, czym kobieta w Warowni Morskiego Półkola nie powinna być. Należy do Cechu Harfiarzy. Żyje muzyką. Jakież to piękne.
   
     Na pierwszy rzut oka - cokolwiek introwertyczna. Najlepiej czuje się, spędzając czas ze swoimi jaszczurkami, towarzystwo, albo, o zgrozo!, zainteresowanie innych ludzi ją peszy, popełnia nietakt za nietaktem, z nerwów bywa bezczelnie szczera lub też wycofuje się kompletnie. Miewa przebłyski śmiałości, gdy zagaduje obcych ludzi, z zaciekawieniem pyta o różne rzeczy; zwalcza uczucie, że właśnie zrobiła coś głupiego - jest Harfiarką, a zadaniem Harfiarza jest zbieranie i tworzenie historii. Cóż lepiej się do tego nadaje niż rozmowy z ludźmi?
       Wiecznie niezadowolona z siebie. Że wygląda nie tak, jak trzeba - wysoka, z nogami jak patyki. Że zawstydza ją byle pochwała, że obawia się ludzi. Że robi coś na przekór rodzinie, zwyczajom. Ale, skoro już to robi i nie ma odwrotu - to i tak piosenki nie będą wystarczająco dobre, rymy kreatywne, a gra tak czysta, jak być powinna. Wyczołguje się z dołka, który wykopała łopatą samokrytyki. Powoli, ale metodycznie. To, że zawsze może być lepiej, nie jest takie przerażające. Raczej motywuje.
         Po oswojeniu się z osobą czy sytuacją, Menolly staje się, rzecz oczywista, bardziej otwarta, serdeczna wręcz. I niezwykle prosta w działaniu - gdy się cieszy, nie trzyma tej radości na uwięzi, gdy coś jej przyjdzie do głowy - z miejsca chce to zrealizować, albo przynajmniej stworzyć koncept, pokazać to. Dziwna rzecz - zmyślać potrafi dobrze, przekonująco, a nawet to lubi, ale kłamie rzadko. Nawet, jeśli miałoby to być miłe. Mówienie i robienie tego, czego inni oczekują jest bez wątpienia przydatne. Mydlenie ludziom oczu to na pewno ważna umiejętność. Pytanie podstawowe - po co?

W Handywii nie robi nic konkretnego, poza graniem na altówce .
I zajmowaniem się swoimi jaszczurkami. Jaszczurki są ważne.
I śpiewaniem. Ponoć śpiewa ładnie.
Ewentualnie obserwuje ludzi.
A nawet z nimi rozmawia.

________________________________________________________________
Jak ktoś zna Jeźdźców smoków z Pern, to normalnie wezmę i przytulę przez Internet.
Tak, Anna Murphy była najlepszą opcją, jeśli chodzi o mordkę dla Menolly.
Na dniach można się spodziewać męskiej postaci, bo przy kobiecych sobie nie radzę i kręćka dostaję.

Słuchajcie, dzieci, i chodźcie za mną lub zapłacicie cenę Malachiasza!



Molly Wells
zwana Rachelą
w szkole świętoszka, po szkole Zbawicielka 
Uczniowie stróża
Bądźcie posłuszni!
Lub do tamtego skrzyżowania was spalę!


     Według autora opowiadania z którego pochodzi, Molly urodziła się w małej miejscowości o nazwie Gatlin. Właściwie, ta miejscowość nie mogła nosić miana choćby wsi, gdyż znajdowało się tam tylko z dziesięć domów, w których roiło się od dzieci niezabezpieczających się rodziców; domów między którymi znajdowały się może ze dwa sklepy włączając w to piekarnię i paru bezdomnych psów z kulawymi nogami. Była też stacja benzynowa trzy kilometry polną drogą w lewo. W samym centrum Gatlin przed wieloma laty wybudowano wielki kościół, naprzeciw którego umiejscowiono duży krzyż, który zmieniany był co roku w ramach obchodów jakiegoś średniowiecznego święta, podczas którego wszystkie dzieci poniżej dziewiętnastego roku życia zbierały się i plotły z kukurydzy wianki układane później w pożądany kształt. Festyny te nie miały wielkiego znaczenia, ale pola kukurydzy otaczające Gatlin, a także podobne symbole wyeksponowane właściwie na każdym ganku i na wystawie każdego sklepu, były mocno sugestywne, zwłaszcza dla dorastającej tam młodzieży, w tym właśnie Molly wychowywanej wyłącznie przez babcię. Babcia ta straciła życie w wyniku rzezi przeprowadzonej przez starsze dzieci, kiedy jej wnuczka miała jedenaście lat. Wtedy też Molly zmieniła imię na takie, które pochodzi z Biblii i na zawsze stała się Rachelą, w dodatku zupełnie zaślepioną religijnymi mitami i wierzącą, że każda kropla przelanej krwi jest jej wybaczona. Od tamtego czasu zaniechano festynów, za to wzniesiono kukurydziane krzyże na polu, gdzie według młodego kaznodzieja, Izaaka, miał znajdować się Pan, na którego mówiono Ten, Który Przechadza Się Za Rzędami i któremu należało składać hołdy i do którego wznosiło się modły, przytwierdzając poganów do kukurydzianych krzyży.
     W Handywii Rachela jest tylko i wyłącznie wariatką, która widzi plugastwo i pogaństwo wszędzie gdzie nie spojrzy i próbuje nawracać każdego, kogo spotka, a jej życiowym celem jest eliminowanie beznadziejnych przypadków. Wydaje się miła i przede wszystkim porządna, jest spełnieniem marzeń każdej matki, która dla swojego dorastającego synka chce mądrej i wiernej dziewuchy, ale potrafi być bardziej nieprzyjemna, a przede wszystkim bardziej natrętna od przedstawiciela handlowego. Żeby mieć zajęcie w tej drugiej rzeczywistości, rekrutuje młodych wiernych do organizacji, która za zadanie ma nawracać ateistów na właściwą drogę poprzez nawoływania, głośne cytowanie Biblii i to wszystko przy głównej ulicy. Rachela nie maluje się, za to prowadzi się schludnie i ogólnie przyzwoicie, na szyi nosi krzyż. Nie pije, za to jara na potęgę, tak jak jej babcia paliła.



co autor ma do powiedzenia
A taką sobie Rachelkę dowaliłam z Dzieci Kukurydzy, bo tak. Bo jeszcze nie było chyba na blogu kogoś skrajnie religijnego, sami pogańscy ateiści, goddamn it.
Cytaty pochodzą z utworu Disciples Of The Watch zespołu Testament. Śmiesznie.
Lubię średnie wątki pełne histerii, frustracji i w których nie dzieje się dużo, bo szybko się gubię. Witam!


You won't like me when I'm psychoanalyzed.

 Will Graham | trzydzieści pięć lat | psychoanalytical Hulk 
świry, dziwadła i zespół Aspergera 
 
Czasami masz ochotę powiedzieć psychiatrze Rozgryzłem już całą tę psychologię. Jeśli zdarzyły ci się w młodości złe rzeczy, to kiedy dorastasz, jesteś skłonny obwiniać o nie kogoś, kto ma fryzurę podobną do tego, kto ci te rzeczy zrobił, wstać i wyjść, grzecznie zamykając za sobą drzwi; bez obijania ościeżyny. Za tymi drzwiami byłby umiarkowanie  szary świat z tłumem anonimowych twarzy. 
Część ludzi tak robi. Żyją dalej szczęśliwie ze wiedzą, że nie cierpią ciotki Ruth, bo ma twarz przypominającą mopsa, który lata temu ugryzł ich w nogę. W swej wspaniałomyślności wybaczają ciotce Ruth (w końcu zapłacili grube pieniądze za zrozumienie problemu), bo to przecież nie jej wina. W myślach godzą się również z całym światem, który jak na komendę chowa zęby i pazury, zmieniając się w domowe zwierzątko. Od tego momentu żyją szczęśliwie, zakładają rodziny, przeprowadzają się, kupują nowe samochody, robią zakupy, chodzą do kina, codziennie o siódmej ich żony biegną do metra, a dzieciaki przechodzą na światłach przed szkołą. Z części (którą można wręcz nazwać większością) tych ludzi, część weźmie któregoś dnia nóż i oderżnie głowy kilku innym. Potem pojawią się istoty w lateksowych rękawiczkach i jedna w garniturze. Te w rękawiczkach zbiorą naskórek, odciski palców, zmierzą dopaminę i będą wiedzieli, w której pralni zaprasowali spodnie mordercy w kant. Ten w garniturze popchnie mało widoczną istotę, każe pozostałym się zbierać, a gdy to nie poskutkuje, siłą pchnie wahadło myśli mało widocznej istoty. 
Mało widoczna istota naprawdę rozgryzła psychologię, ale nie w ten zalecany, bezpieczny sposób. Wie, jak nie rzucać się w oczy, ale i tak słyszy, że woda kolońska, której używa, ma zapach jakby wybierał ją dziesięciolatek. Mało widoczna istota ma taki zabawny kawałek umysłu, w którym chowa całą siebie i na moment staje się kimś innym. Mało przyjemnym typem, który oderżnął głowy pięciu innym. Mało widoczna istota nosi w kieszeni okulary i okrągły słoiczek lekarstw, czasami zastanawia się, czy pociągnie na tych i whisky, czy będzie musiał przejść na ketonal i whisky. Przygarnia bezdomne psy, naprawia silniki łodzi, umie łowić.  A potem Jack Crawford wyciąga go z tej rzeczywistości jak z Matrixa i uwalnia psychoanalitycznego Hulka.
............................................................................................................
Will w wersji serialowej. W wersji filmowej (których tak naprawdę są dwie..) Will jest blondynem, ma żonę i coś na kształt syna, ale nie ma Aspergera. Ten na coś na kształt Aspergera, ale nie żony i syna. Wszystko pozostałe jest wersją książkową. Za odgadnięcie, co ma szef Willa wspólnego z Matrixem jest wątek. 
Na razie nie stwierdzono żadnych pogryzień przez Willa, ale to może być tylko kwestia czasu.

10 czerwca 2013

To jakby... być mężczyzną, prawda? Kobieta nigdy nie powinna zachowywać się tak niestosownie.

Nadal jestem nietknięta. Czysta. Pełnowartościowy artykuł handlowy.


G e m m a      D o y l e
Szesnastoletnia wychowanka szkoły dla dziewcząt Spence
Jeśli nie musisz, nie bierz jej za żonę
Powierniczka sekretu Zakonu
Sierota

Kobieta idealna powinna być przede wszystkim piękna, młoda, umieć tańczyć i odzywać się dopiero wtedy, gdy ojciec bądź mąż da jej na to wyraźny znak. Powinna w każdej chwili móc położyć się na plecach i pozwolić partnerowi robić swoje, najlepiej myśląc przy tym gorączkowo o Anglii. Powinna znać francuski, nosić się z godnością, mieścić w najmocniej zawiązany gorset i jeszcze umieć w nim oddychać. Powinna pochodzić z dobrego domu, aby nie przysporzyć wybrankowi rodziców wstydu. Rodziców - istotnie, czy ktokolwiek kiedykolwiek jakąkolwiek pannę spytał 'A ty co o tym sądzisz? Może wolisz kogoś poza przedziałem wiekowym pięćdziesiąt-osiemdziesiąt?' ?
Koszmar senny każdego mężczyzny jawi się jako dziewczę częściej kręcące głową, niż potakujące. Takie, które skrzywi się na widok rozpuszczonych dzieci tej i tej hrabiny, zamiast szczebiotać nad tym, jak są słodkie i przeurocze. Śmiejące się z rubasznych żartów wuja napojonego kilkoma kielichami wina, nie myślące nawet o tym, aby się zarumienić i spuścić wzrok na wypielęgnowane dłonie.
A już najbardziej nie powinno mieć niedbale ułożonych włosów, piegów na nosie, własnego zdania i mocy, która może przenieść ją do zupełnie innej rzeczywistości.
Nie powinno być Gemmą Doyle.

______________________________________________________
Nie wiem, któż na zdjęciu, ale jakimś cudem znalazłam takie pasujące do epoki wiktoriańskiej. Gemma jest główną bohaterką cyklu Libby Bray 'Mroczny Sekret', wszystkie cytaty w karcie pochodzą z pierwszego tomu o tym samym tytule.

"Dzień nie istnieje bez Nocy, a Noc nie istnieje bez Dnia. Ja także przestanę istnieć."

Vesper


Akta osobowe
Imię i nazwisko: Jerzy Arlecki
Urodzony: 17 kwietnia 1980 roku w Warszawie
Stan cywilny: Kawaler
Zawód: Lekarz farmaceuta, pracownik biurowy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
Zmarł: 12 maja 2000 roku
Przyczyna śmierci: Postrzał ze skutkiem śmiertelnym w okolicy serca oraz rozerwanie tętnicy szyjnej

   
    Pochodzi z rodziny w której każdy rodzi się by zostać księgowym lub lekarzem. On też miał to w planach, praca w biurze, pod krawatem, wada wzroku od komputera i wiecznie zimna kawa w zielonym kubku. A po pracy powrót do domu, do ciepłych kapci i wiernego, starego psa. Zawsze marzył o takiej sielance, dopóki nie odkrył słodyczy pracy w ABW, może i nie bezpośrednio, ale jednak. Te tajne akcje, adrenalina, szczęk broni. Były lekarz w organizacji rządowej? A czemu nie? Posadzą takiego przed jego wymarzonym biurkiem i proszę bardzo. Zdziwił się tylko troszkę, gdy jego pierwszym zleceniem okazało się wyszukanie wszelkich dostępnych informacji o... wampirach. Przekopywanie się przez nieskończoność internetu nie wychodziło mu najlepiej, jedyne co potrafił znaleźć, to kilka wzmianek o Draculi. 

To już nie jest jakaś tam praca, to służba w warunkach specjalnych i trzeba się jak najlepiej wywiązać z każdego powierzonego zadania. Nawet jeżeli miałoby nim być prowadzenie badań nad protokołem dyplomatycznym krasnoludków.

Widział, jak inni szykują się do nocnej akcji. Jak wkładają kevlarowe kamizelki, po raz kolejny sprawdzają, czy ich empepiątki i glocki są w pełni sprawne. Przechodzili odprawę, z absolutnym skupieniem przyjmowali rozkazy. Jurek chciał być na ich miejscu, ale gdzie on, przecież na medycynie ledwo co się zna, kobieta go zostawiła... pozostawało mu tylko googlowanie. 

Kiedy przestał być Jurkiem Arleckim? Gdy porwał się z motyką na słońce i zaatakował wampirzego lorda, myśląc, że to włamywacz. Cholernik stał mocno na nogach nawet po władowaniu w niego całego magazynku... A po drugie, jaki podrzędny włamywacz miałby przy sobie japońską katanę?
Jedna kulka. Tyle wystarczyło, by pozbawić go życia. A potem był ból i krew, krzyki, jasność, szaleństwo zmysłów. Potworna agonia, która... zniknęła a on stanął na nogi. By chwilę potem zemdleć.

No tak, zapomniałem. Ty wręcz uwielbiasz spektakularnie umierać. (...) Poprzednim razem stanąłeś dumnie i kazałeś mi przestać pierdolić i wziąć się do roboty.

Vesper nie od razu stał się Nocarzem, czyli elitarnym wampirzym antyterrorystą walczącym z Renegatami łaknącymi ludzkiej krwi. Jako rekrut musiał przejść przez prawdziwe piekło, głodzenie, tortury psychiczne, sprawdzanie siły woli w pokoju pełnym ludzi o tak słodkiej, pysznej krwi... Wytrzymał naprawdę bardzo długo zanim zabił. To okazało się jego talentem, to wyjątkowe opanowanie żądzy krwi i bezmózgiego zabijania. Wiele razy chciał zrezygnować, rzucić wszystko w cholerę i wyjść na słońce, by "spektakularnie umrzeć" jak to na przeklętego przystało. Ale wtedy pojawiał się jego najlepszy kumpel, Nidor. Siedzieli w tym bagnie razem, przeszli przez to samo i zawsze nawzajem ratowali sobie tyłki. Dlatego teraz są jak bracia, wspólni sojusznicy, wspólni wrogowie, wspólny cel w wiecznej walce.

Ot i tyle w temacie posiadania życia osobistego. Udowodniono: niemożliwe.

Skomplikowany. Pełen sprzeczności. Zdeterminowany gdy trzeba, spokój skały na co dzień. Milczący. Trawiący wieczność na swój sposób. Lojalny. Ku chwale ojczyzny. Szczery aż do bólu. Bez skrupułów wobec wrogów. Gotowy na wszystko dla przyjaciół.

Aktualnie
Imię: Vesper
Status: Nocarz
Przynależność do jednostki: Oddział ABW do wali z Renegatami
Rasa: Wampir z rodu Wojowników pod przewodnictwem Lorda Ultora
Zamieszkały: Handywia

________________________________________

Dobry wieczór. Oto przed wami Vesper z książki Magdaleny Kozak "Nocarz". Cytaty pochodzą z tejże książki a jako zdjęcie służy jej okładka. Mimo, że Vesper gryzie z natury, ja nie robię tego zbyt często, więc śmiało można się zwracać po wątki. 

I wszyscy zaczęliśmy się śmiać – dosłownie śmierci w twarz.


Chciałabym mieć skrzydła. Namalowane. Doczepiane. Takie, które mogłabym zdjąć i pójść na basen bez zimowej kurtki i dodatkowej kamizelki. Ale nie chcę mieć takich prawdziwych, połączonych z moim kręgosłupem, wystających z mojej skóry. Każdy chłopak ucieknie z krzykiem na widok pierzu na plecach. Więc uwierz mi kotku, latać to ty wolisz samolotem.
Maximum Ride
15 lat
avio-amerykanka


Przemądrzała, głośna, zadzierająca nosa nastolatka. Przechwala się byle czym i jest niezwykle zarozumiała, gra innym na nerwach dla czystej zabawy i zawsze próbuje przewyższyć innych. Mimo tych niezbyt korzystnych cech charakteru ma także swoje dobre strony. Są one co prawda ukryte pod grubą warstwą futerka w formie sarkazmu, ale nikt nigdy nie powie, że Max nie dba o innych lub zostawia ich samemu ze swoimi problemami. Umie dochować tajemnicy i zawsze próbuje znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania świata. Została stworzona do bycia idealną, ale naukowcy przeoczyli wielką wadę tej oto żeńskiej hybrydy. Jej wielkie ego zepsuje nawet najmniejszy, najprostszy plan. Opiekuńcza starsza siostra, wierna przyjaciółka i kochany promyk słońca. Jej charakter to jedna wielka sprzeczność. Uwielbia ptaki, ciastka czekoladowe i granie na nerwach Kłu. Życie w Handywii bardzo różni się od tego w prawdziwym świecie. Nie ma tu żadnych obowiązków, trzyma się reguł i jest zwykłą nastolatką. Pomijając oczywiście jeden tyci szczegół. Brązowe skrzydła wyrastające z jej pleców oraz 4% ptasiego DNA. Och tak, te cztery procent robią różnicę.


Maximum Ride- J. Patterson


[Znając mnie, karta będzie poprawiana dziennie, bo nigdy nie jestem zadowolona. Maximum Ride czytałam dawno temu, więc jeśli źle sportretowałam bohaterkę, proszę mi wybaczyć. Mam baardzo krótką pamięć. Poza tym to wita:)]

Nic tak nie jednoczy ludzi jak wspólny wróg.



     Nazywam się Kamyk, syn Stokrotki, z ojca Chmury, z domu Obserwatora Płowego. Jestem teraz pełnoprawnym członkiem Kręgu Magów, ale jakoś nie czuję się inaczej niż przedtem - może tylko odrobinę mądrzejszy i bardziej doświadczony.


Kamyk
aka. Ekeri
19-letni, głuchy Tkacz Iluzji
podobno student biologii

     Najlepszym sposobem wyrażania się jest pismo. Pozwala przemyśleć wszystko to, co chcemy przekazać, prowadzi do ponownego zastanowienia się nad naszymi myślami. Jest całkiem trwałym śladem naszej egzystencji i mimo wszystko - łatwym sposobem komunikacji. Przynajmniej dla Kamyka, dla którego jest właściwie jedynym sposobem. Bo choć czysto teoretycznie odezwać się potrafi, to na co mu to, skoro sam tego nie słyszy?
     Ciemnawa karnacja, kręcone włosy podatne na wilgoć i ciemne oczy. Wysoki, dobrze zbudowany - a jednak, wciąż szczupły. Tatuaż na całe plecy, przedstawiający wielkiego, kolorowego motyla - z czułkami u nasady karku i skrzydłami otwierającymi się do lotu. Każdy ruch łopatkami sprawia wrażenie, że owad lekko wachluje skrzydłami. A do tego wszystkiego to inteligentne, spokojne spojrzenie i pełne opanowanie. Pełen odwagi, chociaż zamknięty w sobie, nieświadomy własnej, potężnej intuicji. Odizolowany od otoczenia, a przy tym z talentem przywódczym. Chodząca sprzeczność, nie przejmująca się tym specjalnie. Pasjonat biologii, medycyny, książek, smoków, swoich przyjaciół i własnego talentu, polegającego właśnie na swobodnym tworzeniu iluzji. To dzięki niemu najczęściej się komunikuje, tworząc w powietrzu wstęgi iluzyjnego pisma, którego kształt najczęściej automatycznie podporządkowuje się jego nastrojowi. Ma silny lęk przed ciemnością i małymi przestrzeniami, którego nie potrafi zwalczyć, więc stosuje prostą metodę - unika. Podobno posiada bliźniaka - w rzeczywistości to tylko jego najbliższy przyjaciel, smok, zmieniający formę - Pożeracz Chmur.

     Płowego szanowali, ale omijali z daleka jak kogoś chorego albo niespełna rozumu. Obaj żyliśmy nie tyle wśród ludzi, ile obok nich. Nikt nie chciał mieć bliżej do czynienia z człowiekiem, który słyszy cudze myśli, ani z takim, co uczciwy świat w kłamstwa ubiera.
     Łatwo zrozumieć, że Pożeracz Chmur stał się dla mnie nie tylko pomostem do świata dźwięków. Jest moim przyjacielem, powiernikiem tajemnic i najbliższą mi istotą zaraz po ojcu. Czasem wydaje mi się, że go kocham, tak jakbym kochał brata.


-----
Witam serdecznie.
Nie mam pojęcia, czy to wystarczy, ale znając siebie - rozbuduję to z czasem. W razie czego - udzielę dodatkowych informacji, a na wszelkie wątki jesteśmy chętni. Co prawda, postaci kanonicznej jeszcze nie prowadziłam, ale kiedyś trzeba zacząć!
Wszystkie cytaty pochodzą z Kronik Drugiego Kręgu Ewy Białołęckiej, zaś buźki użyczył Aidan Turner.
Try again, Sammy <3.

Nie kłam­stwa, lecz praw­da za­bija nadzieję.



Zuzanna Pevensie | Londyn, Narnia, Handywia | 16 lat | Królowa swojej bajki 

Trudno jej uwierzyć w czary i magię, choć sama jest tego częścią. Jest głosem rozsądku, wszystko wykonuje zgodnie z logiką i zdrowym rozsądkiem. Działa w sposób praktyczny i rezolutny. Jest bardzo inteligentna, utalentowana i lekko przemądrzała, zawsze jednak opiekuje się swoim rodzeństwem i stawia je ponad wszystko. Bardzo boi się, aby spotkało ich coś złego. Jedyną pozostałością po Narnii jest jej łuk, spoczywający spokojnie w głębi szafy. 

"Nieznany świat czeka za drzwiami - trzeba je tylko otworzyć." 

Zuzanna jest smukłą, ładną i pełną wdzięku dziewczyną o długich, czarnych włosach i błękitnych oczach. W Narnii nadano jej przydomek królowej  Zuzanny Łagodnej. Tutaj, w Handywii, jest tylko zwykłą nastolatką, z lekko przerośniętym ego. 

______________

Nigdy nie prowadziłam postaci kanonicznej, więc jest to dla mnie spore wyzwanie. Karta krótka, gdyż nie umiałam wymyślić nic więcej. Zapraszam do wątków. 

9 czerwca 2013

Wszystko, co dobre w życiu, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie.

chesapeake ripper | hannibal the cannibal
dr H a n n i b a l   L e c t e r 


Nie ma sprawiedliwości. Jestem tylko ja.

Uroczy mężczyzna. Dżentelmen w trzyczęściowym garniturze i krawacie wybranym pod kolor, miłośnik opery i wystawnych bankietów, kultury japońskiej i sztuki. Świetnie rysuje, potrafi grać na trzech instrumentach, doskonale gotuje, zna kilka języków. Doktor medycyny, chirurg i psychiatra. Skazany na dożywotny pobyt w Szpitalu dla Psychicznie Chorych Kryminalistów za zabójstwo dziewięciu osób, bo jedynie tyle udało się mu udowodnić. 
Ups.
Każdy człowiek ma jakieś wady. Niektórzy śpiewają pod prysznicem, chociaż nie umieją i hałas niesie się rurami do sąsiadów. Inni pochodzą z Sosnowca. Jeszcze inni zabijają i zjadają ludzi. Hannibal nie uważa jednak za wadę. Uważa, że w zasadzie przyczynia się wzrostu ogólnego szczęścia na świecie, eliminując jednostki głupie, niewychowane, niechlujne oraz - co najważniejsze - takie, które go nudzą. A nie ma niczego gorszego od znudzonego socjopaty. Lecter jednak nie był nigdy zdiagnozowany jako socjopata, zbyt inteligentny na testy i lubiący wprowadzać psychiatrów w błąd. Rozkoszny manipulator, nieprawdaż? Nigdy nie wiadomo, co zrobi, lubi jednak wywoływać ból, przerażenie i niszczyć ludzi od środka. Jeśli jednak ma dobry dzień i zjadł już porządny posiłek, może będziesz miał szczęście i nawet się nie zorientujesz z kim masz do czynienia. Może nawet poczęstuję cię obiadem - a wtedy możesz się jedynie pocieszać, że zawiera on na pewno więcej mięsa niż parówka z supermarketu. Jeśli masz naprawdę, naprawdę wielkie szczęście, dostaniesz ciasteczka, a wtedy nie masz się czego obawiać, bo zabijanie ludzi przy stole jest niegrzeczne.
Nie jesteś ciekaw, czemu konsumuje swoje ofiary? Aby okazać pogardę tym, którzy go irytują. Albo by wyświadczyć przysługę społeczeństwu. Jak w przypadku flecisty Raspaila, aby poprawić brzmienie Orkiestry Filharmonii w Baltimore. Ugościł dyrekcję potrawką z grasicy kiepskiego muzyka i kieliszkiem Montrachet–700 dolarów za butelkę. Na przystawkę podano zielone ostrygi, grasicę i sorbet. A potem czytasz w Kuchni smakosza: „Godne uwagi ciemne ragout o nieodgadnionym składzie.”
W Handywii powstrzymuje swe mordercze zapędy, nauczywszy się bardziej subtelnych sposobów na zapewnianie sobie rozrywki. Nie przepada jednak za tym miejscem, na zewnątrz jest przecież o wiele ciekawiej, jedzenie smaczniejsze, ludzie zabawniejsi i zawsze można znowu wysłać uroczemu Willowi Grahamowi pocztówkę na święta...

...i  i n n e

/witajcie, oto Hannka.  powiedziałabym, że nie gryzie, ale to by się raczej lekko kłóciło z rzeczywistością. cytaty z pratchettowskiego Śmierci i z filmu Hannibal. na gifie Mads Mikkelsen, bo jest mniej creepy od Hopkinsa, za to ładnie prezentuje się w garniaku./

"Ten świat rozpada się w gruzy."

- Spokojnie, Molly. Kiedy byłaś mała, rodzice na pewno wyjaśniali ci, skąd wzięła się tradycja świąt Bożego Narodzenia. Pamiętasz?
- Oczywiście – wydukała. – Każdy chyba pamięta?
- A przypominasz sobie część, która mówi o Zwiastowaniu Pańskim? Mogłabyś mi ją opowiedzieć?
- Chyba… chyba tak – wyjąkała Molly. – Marii Dziewicy z Nazaretu objawił się anioł, przynoszący jej wieść o tym, że urodzi dziecko imieniem Jezus, które będzie Synem Bożym.
- Bardzo dobrze – pochwalił mój brat. Nachylił się bliżej. – A teraz, Molly, powiedz mi, czy pamiętasz może, jak ten anioł miał na imię?
- Na imię? – Molly zmieszała się. – Ale on nie miał imienia. Chociaż nie, zaraz… miał. On… to był… był… - wciągnęła głęboko powietrze; wyglądało na to, że znów robi jej się słabo - …archanioł Gabriel.
- Zgadza się. To ja – potwierdził Gabriel skromnie.
„Hades” – Alexandra Adornetto

 https://sphotos-a.xx.fbcdn.net/hphotos-ash4/s320x320/403927_336721136410935_701712113_n.jpg

Gabriel Church


Archanioł Gabriel (hebr. גַּבְרִיאֵל ġabrīēl, grec. Γαβριήλ, arab. جبريل Dżibril, Dżabra`il, ƒƒ„Bóg jest moją siłą”, „mąż Boży” albo „wojownik Boży”, cs. Archanhieł Hawriił) – w tradycji chrześcijańskiej, judaistycznej i islamskiej jeden z najwyższych rangą aniołów. Jest aniołem zwiastowania, zmartwychwstania, miłosierdzia, zemsty, śmierci i objawienia. Obok Michała i Rafała (Rafaela) jest jednym z trzech znanych z imienia aniołów, występujących w Starym Testamencie. Gabriel sprawuje władzę nad rajem.
(pl.wikipedia.org)
Gabriela tak naprawdę nie trudno dostrzec. Wysoki, idealnie zbudowany w swojej białej, doskonale wyprasowanej koszuli oraz przetartych dżinsach wyróżnia się z tłumu. Wiecznie z uprzejmym wyrazem twarzy i dobrodusznym uśmiechem na ustach – w dużych, niebieskich oczach widać szczerą troskę. Podobno lubiany nauczyciel muzyki w pobliskim liceum. Ma dwie siostry – obie młodsze, jedna z nich – Ivy – zajmuje się gospodarstwem domowym, druga – Bethany – jest jeszcze uczennicą. Raz czy dwa wspomniał coś o rodzicach, których tak naprawdę nie ma.
Tak naprawdę biała koszula ukrywa jego potężne, archanielskie skrzydła. Nikt w okolicy nie wie tak naprawdę, kim jest (wykluczając rodzeństwo) i dlaczego tu przybył. A jego prawdziwym celem jest pomóc Ojcu odbudować Jego dzieło i pokrzyżować plany Lucyfera. Jednak chwilowo poza akcjami charytatywnymi i ogólną pomocą nie ma za dużo do roboty.
W wolnym czasie, którego Gabriel na ziemi ma sporo, lubi komponować nowe piosenki na gitarze i nucić pod nosem albo poczytać jakąś ciekawą książkę. Jest miłośnikiem sztuki, bardzo lubi młodych artystów. Coś więcej? Przekonaj się sam/a.

Personalia | Powiązania

Mamy Gabrysia z trylogii "Blask" Alexandry Adornetto. Gabryś już w powieści jest "marysueistyczny", ponieważ - jak zauważyliście - jest archaniołem, a aniołowie szybko się wszystkiego uczą. W każdym razie z Gabem nie gryziemy i zapraszamy do wątków ;3

somehow, trouble loves my company.


well, I mean I'm half vampire, but I'm completely normal.

Żyjesz sobie spokojnie, bardzo nudnym życiem i nic nie wskazuje na to, że może ono się zmienić bezpowrotnie. W jednej chwili marzysz o przygodach nie z tego świata, a w drugiej chcesz być od nich jak najdalej. Pakujesz się w kłopoty, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. Czyli robisz to co zwykle, bo kłopoty od zawsze cię kochały!  Wpadasz w bagno, zmuszony do podjęcia prostej decyzji na temat życia bliskiej osoby - albo zostaniesz pomocnikiem wampira, albo bliska ci osoba umrze. Musisz się przez to pożegnać z rodziną, przyjaciółmi i odejść w dal z wampirem, którego na początku szczerze nienawidziłeś, a teraz nie masz nikogo bliższego. Wiesz o wampirach więcej niż kiedykolwiek, a nawet, w połowie jesteś jednym z nich. Unikasz ludzi, bo boisz się krzywdy, jaką możesz im wyrządzić. Nie świecisz w słońcu, nie palisz się też, ale jesteś inny. Jesteś silniejszy od nich, nie masz wyczucia. Wiele osób przewija się przez twoje życie, a ty wciąż czujesz się o wiele zbyt samotny. Ale w gruncie rzeczy, jesteś całkiem normalnym nastolatkiem. Boisz się opinii innych, denerwujesz się przed dziewczynami i lubisz grać w piłkę. Starasz się opanować swoje życie, które pędzi szybko, a ty nie możesz złapać przez to oddechu. Starasz się być miły, starasz się być uczynny, jak zwykle. Starasz się odnaleźć samego siebie, nawet tu.

___________________
Darren z Sagi Darren Shana wita serdecznie. Karta nieco dziwna i niejasna, ale ostatnio właśnie takie mi wychodzą. Mam nadzieję, że nie jest źle. Zapraszam do wątków. 

Fabuła

Zastanawiałeś się kiedyś co by było, gdyby wszystkie książkowe postacie egzystowały w jakimś równoległym wszechświecie, czymś w rodzaju drugiej strony lustra? Niewyobrażalny ląd, na którym znalazłoby się miejsce dla Narnii, Śródziemia czy Świata Dysku, a na ulicy mijałbyś nie szarych ludzi, a znanych bohaterów, czarne charaktery, fantastyczne istoty. Wtedy książki mogłyby być czymś w rodzaju portali, bowiem ile razy lektura pochłonęła cię tak bardzo, że straciłeś kontakt z rzeczywistością, a prawie że przeszedłeś do fikcyjnego świata?
Ale zaraz. Ty nie możesz o tym wiedzieć, bo sam jesteś kreacją genialnego pisarza i dla ciebie facet z hakiem zamiast dłoni albo wróżki są zupełnie normalne. 

Akcja bloga dzieje się w Handywii, nieprzemierzonej krainie zamieszkanej przez wszystkie istoty, które kiedykolwiek wyszły spod pióra wielkich pisarzy. Handywia dzieli się na wielkie miasto, w którym bohaterowie żyją, oraz miejsca, gdzie przebywali na kartach książki. To, gdzie znajdują się aktualnie zależy od świata zewnętrznego, naszej rzeczywistości - znikają z miasta, kiedy są potrzebni w przypisanej sobie fabule. Mogą tam spotkać tych, którzy także do niej należą, a istoty spoza konkretnych miejsc akcji nie mogą w nich przebywać bez obecności kompatybilnych z nimi kreacji. Przykładowo - Legolas nie może sobie wpaść do Hogwartu, jeśli któryś z jego uczniów, nauczycieli czy innej postaci powiązanej z sagą potterowską sam go tam nie zaprosi.
Handywia nie ma jednego władcy, właściwie to panuje w niej anarchia, ale książkowi mędrcy pilnują, by nikomu się krzywda nie działa. Handywianie nie mogą opuszczać miasta, jeśli nie są wzywani 'do siebie', ale dotąd nikt nie narzekał, choć miejsce to różni się sporo od zwyczajnych miast, nie tylko przez mieszkańców - nie jest nowoczesne i nie ma dostępu do elektroniki, a wszyscy mieszkają na ogromnym osiedlu szeregowych domków, których jeszcze nikt nie policzył. Szczęściem gdy pan spod numeru 1 pragnie wpaść na kawę do numeru 250, jakimś cudem nie przejdzie dwóch kroków, a już stoi pod drzwiami.
Nie ma też szpitali, kin, centrów handlowych i barów. Na dolegliwości pomaga wizyta u zielarza, rozrywkę zapewnić można sobie na różne sposoby, a mieszkańcy mogą spotkać się w karczmie Pod Orlim Piórem, która mieści więcej ludzi, niż może się wydawać.
Czarne charaktery są złe, owszem, ale najwięcej nienawiści kierują na swoich nemezis. Inni bohaterowie, nawet ci kryształowi, mogą być z nimi w pozytywnych relacjach, ale nie robimy ze Złej Królowej przyjaciółki każdego, z wyjątkiem Śnieżki. Wiadomo, o co chodzi.


Uwagi
 *postacie, które w książkach miały jakieś moce, zdolności etc. mają je również tutaj, ale nie róbcie z nich głównej racji bytu waszej wersji;
*wszystkie stanowiska pracy są zajmowane przez bohaterów, ale proszę wybierać je adekwatnie do ich sposobu bycia czy roli w napisanych o nich utworach;
* w razie wszelkich pytań czy niejasności proszę kierować się do Administracji, odpowiemy na wszystko i ewentualnie poprawimy niedociągnięcia i błędy;