14 czerwca 2013

Słowa, zimne i wyważone, nienaturalnie spokojne, ale przecież tak tchnące emocją.


Zsunęła z ramion futrzaną pelerynę, zdjęła lisią czapkę, szybkim ruchem głowy rozrzuciła włosy - swoją dumę i swój znak rozpoznawczy - długie, połyskujące złotem, puszyste pukle o kolorze świeżego kasztana.

Triss Merigold 
czarodziejka

Zawsze była trochę inna, trochę dziwna, trochę nie na miejscu. Zawsze wierzyła, że wszystko co robi - robi dobrze, bo tego właśnie nauczono jej w Aretuzie. Zawsze doskonale wiedziała jak pomóc innym, jakie zastosować zaklęcie i jaki podać eliksir by uśmierzyć nawet największy ból.  Zawsze bez słowa sprzeciwu wykonywała to, co musiała - bez chwili zastanowienia wyciągając ze skórzanej torby kolejne buteleczki z magicznymi płynami. Triss ma duże poczucie obowiązku i duży problem z zastosowaniem się do ogólnie przyjętych zasad - pewnie dlatego uparcie nosi rozpuszczone włosy symbolizujące jej silne przywiązanie do wolności i niezależności. Podobno jest wybitnie utalentowana, choć ona sama twierdzi, że wszystko jest kwestią odpowiednich ksiąg i zwojów z zaklęciami. Może i chciałaby być najlepsza w tym co robi, ale bycie najlepszą pociąga za sobą dużą odpowiedzialność, a Triss ma pewne problemy z odpowiedzialnością. I ze swoją blizną też, więc uparcie zakrywa dekolt i ma nadzieję, że kiedyś uda jej się zlikwidować wojenne blizny. Największy jednak problem ma z zachowaniem powagi, bo Triss śmieje się zawsze i wszędzie, przez co niektórzy nie traktują jej poważnie. Z drugiej strony jednak, kto powiedział, że czarodziejka musi być poważna? W dodatku taka, która choć jest uzdrowicielką, sama ma uczulenie na większość magicznych wywarów? Czarodziejka z alergią na eliksiry - to zdecydowanie nie brzmi poważnie. 

Do Handywii przybyła by odszukać utraconą miłość. Nie jest pewna tego co robi i każdego dnia nachodzą ją wątpliwości czy powinna przechadzać się wąskimi uliczkami w nadziei, że za rogiem spotka tego, kogo sama wyrzuciła ze swojego życia. 


[Za wszelkie nieścisłości z góry przepraszam, czytałam dawno. Ale obiecuje nadrobić po sesji, która na szczęście niedługo się kończy. W roli Triss Merigold z Wiedźmina - Gemma Arterton.]

9 komentarzy:

  1. [Witam na blogu i życzę w takim razie dobrej zabawy. ;3]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  2. [Chęci są zawsze, gorzej z pomysłami. ;3 A może Ty masz jakieś?]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  3. Handywia była miejscem przedziwnym nie tylko ze względu na osobliwych mieszkańców, którzy potrafili współistnieć pomimo tego, że nie mieli ze sobą wiele wspólnego, ale również dzięki temu, że odnalezienie siebie nawzajem było tutaj niezwykle proste. Wystarczyło pomyśleć o tym, z kim chciało się spotkać, żeby jakaś dziwna siła pchała go w kierunku tego, który pragnął rozmowy. Triss nie mogła o tym wiedzieć, kiedy ściągała Geralta swoimi myślami do jego domu, który miał zamiar skutecznie omijać przynajmniej do następnego poranka. Karczma i bezsensowne włóczenie się ulicami miasta brzmiało jak całkiem niezły plan działania, biorąc pod uwagę to, jak bardzo wiedźmin był znudzony przebywaniem tutaj. Miał w Handywii odnaleźć spokój, a dopadło go znużenie, które ze spokojem nie miało nic wspólnego.
    - Triss? - zapytał z niedowierzaniem, stając za jej plecami.

    OdpowiedzUsuń
  4. To udało się zlikwidować podczas przemiany - Geralt nie potrafił zrozumieć, że ktoś mógłby się o niego martwić do tego stopnia, żeby chcieć się go pozbyć z życia raz na zawsze. Chociaż nie powinien w ogóle brać pod uwagę emocji swoich czy czyichkolwiek, jego myślenie o uczuciach nie tylko istniało, ale było również wyjątkowo zawiłe jak na możliwości przeciętnego wiedźmina. I doskonale rozumiał, co chciała osiągnąć Triss, pozbywając się go raz na zawsze. Właśnie dlatego potrafił zniknąć bez protestów.
    - Odnalazłaś mnie - odpowiedział, próbując gorączkowo zorientować się, co tak naprawdę poczuł, kiedy zobaczył ją pod drzwiami swojego domu, który tak naprawdę z domem nie miał nic wspólnego. Z jednej strony ucieszył go jej widok, z drugiej zaś dobrze zdawał sobie sprawę z tego, jak ciężko było z nim wytrzymać i jak bardzo nie dało się na niego wpłynąć, nawet przy użyciu szczerych i silnych uczuć.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Za co przepraszasz?
    Do Geralta czasem należało mówić jak do dziecka, nie przyjmując z góry, że wszystkie przekazy podprogowe i te zamknięte w jednym słowie i tonie głosu do niego dotrą. Tak było i tym razem. W końcu Triss niczemu nie zawiniła, żeby miał od niej oczekiwać przeprosin, a przepraszam nie należało w jego słowniku do tych wyrazów, którymi szafowało się, żeby zapełnić czymkolwiek ciszę.
    Włożył rękę pod jej włosy i położył ją na karku, wykonując ruchy zdecydowanie zbyt delikatne jak na maszynkę do zabijania. Może to wszystko było odrobinę nieporadne i przepełnione strachem przed głębokimi relacjami, ale szczerości nie można mu było odmówić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy od podstaw tworzono istotę, która będzie potrafiła poddać się rozkazom, a później trenowano ją przez lata, żeby między innymi tę umiejętność wyćwiczyć do bezwzględnej perfekcji, należało oczekiwać, że właśnie w wypełnianiu rozkazów będzie doskonała. Tak właśnie było z Geraltem. Nie był bezmyślnym automatem do machania mieczem, ale nie potrafił też zrozumieć tych wszystkich subtelnych sygnałów i prześledzić kilku możliwych scenariuszy, jeśli w grę wchodził człowiek, który nie był jego przeciwnikiem w walce. Mógł podjąć próbę powrotu i upewnienia się, czy Triss na pewno na niego nie czekała, ale ona wydała mu jasny rozkaz - zniknij raz na zawsze. I zniknął raz na zawsze, przyjmując jej słowa jako świętość, której z szacunku dla niej łamać nie należało, a więc nie należało i przychodzić w łaskę, obiecując poprawę.
    W tym momencie poczuł się dziwnie. Nie był to żal do siebie czy kogokolwiek, nie było to też zmieszanie ani dziesiątki innych emocji, które był w stanie zidentyfikować. Poczucie bycia nie na miejscu towarzyszyło mu często, ale potrafił je bez większego problemu zignorować. On nie miał swojego miejsca, wszędzie wyglądał dziwnie, śmiesznie i nieodpowiednio, przyzwyczaił się do tego. Tym razem nie chodziło jednak o to samo, co zwykle powodowało poczucie wyobcowania ze świata ludzi, do których Triss było zdecydowanie bliżej niż jemu. Był przyzwyczajony do swoich sposobów odczuwania, chociaż często się w nich gubił, ale do pełnego frustracji zagubienia również zdążył się przyzwyczaić. Tym razem jednak mu to przeszkadzało. Niedoróbka wiedźmińskiej emocjonalności (braku emocjonalności?) zawiodła na całej linii, a to zmusiło Geralta, żeby ją puścić i cofnąć się o krok.
    - Odszedłem, bo kazałaś mi odejść. A kiedy każą mi się wynosić, nie oczekują, że wrócę, ale że zniknę i po dziesięcioleciu moje imię, twarz i wyczyny nie powrócą nawet w oczywistych sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli znajomość kobiecej natury dałoby się mierzyć ilością zwiedzonych łóżek, Geralt ostatecznie byłby w stanie odnieść w tej kwestii jakiekolwiek sukcesy. Kobiecą naturę należało jednak niestety zrozumieć, a w łóżku można było robić przynajmniej kilka rzeczy atrakcyjniejszych niż dywagacje na temat logiki decyzji podejmowanych przez przedstawicielki płci pięknej.
    Geralt rozejrzał się dookoła, bardziej po to, żeby zyskać chwilę na odgonienie poczucia zagubienia, które lubiło się pojawiać, kiedy przychodziło do rozmów takich jak ta.
    - Wejdźmy do środka - powiedział w końcu, robiąc kilka kroków w kierunku drzwi. Zawsze to kilka dodatkowych sekund na zebranie myśli.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakiekolwiek stałe lokum nie miało prawa wyglądać jak potencjalne nawet mieszkanie wiedźmina. Przyzwyczajony do sypiania gdziekolwiek i niekończącego się podróżowania, zupełnie nie potrafił odnaleźć się w tych kilku pomieszczeniach, więc bywał tu na tyle rzadko, żeby zyskać chociaż ułudę przejściowości i przypadkowości. Kurz na pewno pasował na wiedźmińskiego charakteru wnętrza, więc wyhodował go pokaźną warstwę - zadziwiająco pokaźną, jak na tak krótki czas.
    - Czego oczekujesz, Triss? - zapytał, porzucając ostatecznie próby pojęcia jej motywacji bez interwencji z zewnątrz. Czekał na kolejny rozkaz, skoro poprzedni stracił ważność, jednak nie wynikało to tylko z doskonałego treningu w temacie wypełniania poleceń. Triss znaczyła dla niego na tyle dużo, żeby potrafił rozróżnić swoją własną wolę od systemu nakazów i zakazów, który kiedyś na wieczność wyryto mu w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  9. - Mam wyjechać? Dobrze mi tu - zełgał zawodowo, siadając przy stole i opierając ręce na blacie. - Potworów tu pod dostatkiem, pieniędzy też, a w końcu tylko na tym mi zależy - dodał i dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdał sobie sprawę z tego, że przesadził i to porządnie. Triss miała prawo nie być zachwyconą jego trybem życia i nim samym w roli partnera, na którego zresztą zupełnie się nie nadawał, bo nie potrafił współpracować. Ona miała do tego pełne prawo, a on nie miał żadnego prawa robić jej z tego powodu wyrzutów. - Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć. Po prostu nie wiem, co będzie jutro, za tydzień czy miesiąc, jeśli wyjadę z tobą albo ty zostaniesz tu ze mną. A chcę mieć coś pewnego, nawet jeśli nie jest i nigdy nie będzie moje - powiedział, rozglądając się po pomieszczeniu, które podobno miało być jego domem. Domem może nie było, ale na punkt odniesienia nadawało się doskonale.

    OdpowiedzUsuń