9 czerwca 2013

Wszystko, co dobre w życiu, jest nielegalne, niemoralne albo powoduje tycie.

chesapeake ripper | hannibal the cannibal
dr H a n n i b a l   L e c t e r 


Nie ma sprawiedliwości. Jestem tylko ja.

Uroczy mężczyzna. Dżentelmen w trzyczęściowym garniturze i krawacie wybranym pod kolor, miłośnik opery i wystawnych bankietów, kultury japońskiej i sztuki. Świetnie rysuje, potrafi grać na trzech instrumentach, doskonale gotuje, zna kilka języków. Doktor medycyny, chirurg i psychiatra. Skazany na dożywotny pobyt w Szpitalu dla Psychicznie Chorych Kryminalistów za zabójstwo dziewięciu osób, bo jedynie tyle udało się mu udowodnić. 
Ups.
Każdy człowiek ma jakieś wady. Niektórzy śpiewają pod prysznicem, chociaż nie umieją i hałas niesie się rurami do sąsiadów. Inni pochodzą z Sosnowca. Jeszcze inni zabijają i zjadają ludzi. Hannibal nie uważa jednak za wadę. Uważa, że w zasadzie przyczynia się wzrostu ogólnego szczęścia na świecie, eliminując jednostki głupie, niewychowane, niechlujne oraz - co najważniejsze - takie, które go nudzą. A nie ma niczego gorszego od znudzonego socjopaty. Lecter jednak nie był nigdy zdiagnozowany jako socjopata, zbyt inteligentny na testy i lubiący wprowadzać psychiatrów w błąd. Rozkoszny manipulator, nieprawdaż? Nigdy nie wiadomo, co zrobi, lubi jednak wywoływać ból, przerażenie i niszczyć ludzi od środka. Jeśli jednak ma dobry dzień i zjadł już porządny posiłek, może będziesz miał szczęście i nawet się nie zorientujesz z kim masz do czynienia. Może nawet poczęstuję cię obiadem - a wtedy możesz się jedynie pocieszać, że zawiera on na pewno więcej mięsa niż parówka z supermarketu. Jeśli masz naprawdę, naprawdę wielkie szczęście, dostaniesz ciasteczka, a wtedy nie masz się czego obawiać, bo zabijanie ludzi przy stole jest niegrzeczne.
Nie jesteś ciekaw, czemu konsumuje swoje ofiary? Aby okazać pogardę tym, którzy go irytują. Albo by wyświadczyć przysługę społeczeństwu. Jak w przypadku flecisty Raspaila, aby poprawić brzmienie Orkiestry Filharmonii w Baltimore. Ugościł dyrekcję potrawką z grasicy kiepskiego muzyka i kieliszkiem Montrachet–700 dolarów za butelkę. Na przystawkę podano zielone ostrygi, grasicę i sorbet. A potem czytasz w Kuchni smakosza: „Godne uwagi ciemne ragout o nieodgadnionym składzie.”
W Handywii powstrzymuje swe mordercze zapędy, nauczywszy się bardziej subtelnych sposobów na zapewnianie sobie rozrywki. Nie przepada jednak za tym miejscem, na zewnątrz jest przecież o wiele ciekawiej, jedzenie smaczniejsze, ludzie zabawniejsi i zawsze można znowu wysłać uroczemu Willowi Grahamowi pocztówkę na święta...

...i  i n n e

/witajcie, oto Hannka.  powiedziałabym, że nie gryzie, ale to by się raczej lekko kłóciło z rzeczywistością. cytaty z pratchettowskiego Śmierci i z filmu Hannibal. na gifie Mads Mikkelsen, bo jest mniej creepy od Hopkinsa, za to ładnie prezentuje się w garniaku./

30 komentarzy:

  1. [Jezu, a ja dzisiaj oglądałam Hannibal: Po drugiej stronie maski i mam dziwne wrażenie, że to nie przypadek. Ja nie chce umierać ;-; a tak na serio, witam się ładnie. Nie wiem, czy chcę wątek, bo może jeszcze Hannibal zechce posmakować pół wampirzego mięska.]
    Darren

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hannibal to świetna postać, choć wolę tę "bardziej creepy" wersję Hopkinsa. Ale fakt faktem - Mikkelsen dobrze prezentuje się w garniaku.
    Dzień dobry, witam, my się znamy z innego bloga (Marvel).]
    Peggy

    OdpowiedzUsuń
  4. [Demolka ;)
    Na obiad też chętnie, ale... ale może lepiej od razu na deser? Na ciasteczka, najlepiej kupne. I może Peggy je przyniesie sama, bo to.. bo to taki miły gest z jej strony, niech się pan Lecter nie czuje urażony.
    To miał być żart, ale im bardziej się nad tym zastanawiam, tym bardziej się do tego przekonuję. Chociaż, rzecz jasna, nie mam pojęcia jakie stosunki panują między Świnką a Kanibalem, tfu, Hannibalem. Może coś z tych "bardziej subtelnych" sposobów na rozrywkę?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nawet za tą, która czasem wygląda jak zupełnie normalna babka? ;)
    Może być. I możesz zacząć, a jeśli nie zaczniesz, to ja zacznę, ale troszkę później, zapewne jutro.]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Wielbię postać Hannibala, nawet sama nie wiem za co. Tak po prostu, bo widzę w nim chorego indywidualistę podobnego w pewnym stopniu do mnie. Szczerze powiedziawszy, tutaj z powiązaniami zawsze jest trudno, ale propozycję wątku przyjmę z otwartymi ramionami.]
    Zuza

    OdpowiedzUsuń
  7. [Powiem Ci, że ja także takich książek dawno nie czytałam. Ostatnio sama mam tylko czas na wiersze i krótkie książki, więc pewnie nie rozpoznam 94% postaci na tym blogu. Hannibala za to kocham, ale powiem Ci że Mikkelsen przeraża mnie bardziej niż Hopkins. Ma w sobie coś strasznego, ale oczywiście jak kto woli. No więc mam taki pomysł na wątek: Max zapewne zainteresuje się nieco specyficzną dietą Hannibala i będzie go bombardować pytaniami na temat morderstwa. Pomysł niezbyt ciekawy i wymyślony na szybko, ale pragnę wątku z Twoją postacią.]

    Maximum

    OdpowiedzUsuń
  8. [Koncept dobry, a przezwisko w żadnym stopniu mi nie przeszkadza. Coś mi się wydaje, że skoro Ty zaczęłaś, to ja powinnam zacząć. Czyż nie tak?]
    Zuza

    OdpowiedzUsuń
  9. [Oj tak, Mikkelsen naprawdę ładnie prezentuje się w garniaku. Zacząć mogłabym dopiero jutro, bo za chwilkę spadam do pracy, więc możesz zacząć, jeśli chcesz :)]

    Maximum

    OdpowiedzUsuń
  10. [Młody Hannibal jest bardzo dziwny... jak Gasparda lubię, to tam w ogóle mi nie pasował. Koncepcja jego historii ciekawa, ale wszystko dziwnie przedstawione. No ale, tak źle nie było.
    Nie dziwię się, że nie kojarzysz, bo Darren Shan mało znany w Polsce jest, dopiero niedawno zaczęli tłumaczyć jego książki. Ja większości zapewne też nie będę kojarzyć, no ale trudno. Co do wątku, brakuje mi pomysłów.]

    OdpowiedzUsuń
  11. [W sumie nic dziwnego, ten cykl wprawdzie był popularny, ale kilka lat temu.
    Lecz to chyba nie wyklucza wątku, hm?]

    Gemma

    OdpowiedzUsuń
  12. [Nie, nie młodzieżówka, takie pomieszanie z poplątaniem fantasy i powieści historycznej, choć głównymi bohaterkami są faktycznie młode dziewczyny.
    Kurczę, ja też nie mam pomysłu. Hannibal pewnie w jakiś sposób fascynowałby Gemmę, bo nie jest typem mężczyzny, z którym zwykła się spotykać i mogłaby trochę za bardzo wściubiać nos, zagadywać...]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Tak tylko pragnę Cię ostrzec, że zaczynać ni jak nie potrafię, więc jeśli wyjdzie to okropnie, strasznie i obrzydliwie krótko, nie wiń mnie za bardzo.]

    Każdy ma inną historię. U każdego inaczej się ona zaczęła i skończyła. Jedni mogą radować się happy endem, inni kończą w większości... Pod ziemią. Książki są w pewnym sensie odzwierciedleniem rzeczywistości. Są może bardziej wyimaginowane, jednak rzadko kto zwraca na to uwagę. Dla wielu jest to odskocznia od swoich problemów, niektórzy dzięki temu uczą się z nimi radzić. Jest jeszcze jedna grupa. Grupa osób vel postaci, które książkami żyją lub po prostu w nich są.
    Zuzanna siedziała w kawiarni, wyprostowana w swoim krześle, spoglądając na obraz wiszący na drugim końcu ściany. Był on bardzo kontrowersyjny, nowoczesny i ciężki do zrozumienia. Zuza przekręciła lekko głowę, aby móc się mu lepiej przyjrzeć, gdy nagle ktoś usiadł naprzeciw niej. Drgnęła lekko, przestraszona. Spojrzała na starszego mężczyznę, nie znając jego celu.
    - Witam - rzekła przeciągle, kładąc splecione ręce na stoliku.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ojacie, ktoś to zna! Polecam całą resztę, chociaż pierwsze dwa tomy (czyli oba tomy "Naznaczonych błękitem") naprawdę są najlepsze i pełne humoru.
    Przyznaję się, że należę do tej światowej mniejszości niezbyt znającej Hannkę, a co do wątku - pomysłów kompletnie nie mam. Mogę się zgłosić, jak coś mi wpadnie, chyba, że ty coś może masz.]

    Kamyk

    OdpowiedzUsuń
  15. [O, mi pasuje. Dziś na pewno zacznę :3]

    Gemma

    OdpowiedzUsuń
  16. [Pomyślę o tym dokładniej i jak coś mi wpadnie, to się do jutra postaram zgłosić :)]

    Kamyk

    OdpowiedzUsuń
  17. I Handywii dzięki za to, że nie można było tu nikogo zabić. To dość przyjemny fakt zważywszy na nagromadzenie dziwów i szaleńców. Najgorsi byli oczywiście ci, po których nikt się nie spodziewał niczego złego. Peggy doskonale wiedziała, że należy zachować czujność przy kontaktach z osobami obcymi. W końcu Najstarsza Świnka reprezentowała właśnie to (obok pracoholizmu i skrajnej dbałości o dach nad głową), a lata doświadczenia tylko ją w tym utwierdzały. Pomijając fakt bycia oczywistym absurdem. Bycie postacią z bajki to najnudniejsze zajęcie świata, a Peggy była o tym bardziej niż przekonana na własnej skórze. To nie tak, że jej to nie pasowało (kwestia przyzwyczajenie i zdrowego rozsądku), ale mimo wszystko – jej jedynym doświadczeniem literackim było wskazanie siostrom, że są głupie, wybudowanie porządnego domku i sprawienie, że wilk obchodzi się bez obiadu. No bo, oczywiście, dzieciom nie wolno przekazywać brutalnych treści. Dlatego Peggy stanowczo wolała tę wersję z wilkiem wpadającym przed komin (i tę, w której się pali, ale to bardzo rzadki rarytas w świecie opowieści dla najmłodszych) oraz historie innych postaci z Handywii. Nawet jeśli połowa jej mieszkańców zmyślała/kłamała/zadawała za dużo świńskich pytań. No ale taka praca, co świnia poradzi. Peggy mimo wszystko miała głowę na karku.
    Była sceptykiem, a takie baby (nawet baby-świnie) są straszne, zwłaszcza, kiedy ktoś nie całkiem znajomy zaprasza je do opery, chociażby. Ale – pomimo tych wyłażących na powierzchnię jej umysłu wątpliwości – uśmiechnęła się miło widząc kwiaty w dłoni dr Lectera. Trzeba przecież być miłym.
    - Nie trzeba było – odpowiedziała, a jednak wazon na pobliskim stoliku w jej domu (murowanym, oczywiście, z kominem i paleniskiem, oczywiście) był bardziej niż przygotowany na taką okoliczność. Peggy zawsze była przygotowana. To wcale nie oznacza, że dowiadywała się tu i ówdzie czegoś na temat dr Hannibala, ale… no cóż, robiła to. Ze skutkiem nijakim, ale przezorny zawsze... – To bardzo miłe z Pana strony, że mnie Pan zaprosił – dodała zaraz.
    Lubiła Handywię z wielu powodów, ale chyba najważniejszym było to, że tak naiwnie tworzone istoty jak ona przybierały w tym świecie nieco bardziej…realną postać.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zarozumialstwo było jedną z jej najgorszych wad, ale nikt nie zwracał na to uwagi, póki pomagała i koleżankom w Spence, i istotom z wymiaru Zakonu.
    W Handywii uwidaczniało się to w ten sposób, że za wszelką cenę próbowała wyciągnąć od niektórych, jaką właściwie pełnią rolę w swoich powieściach; niektórych, bowiem innych uważała za tak nudnych tudzież oczywistych, że nie chciała marnować na nich czasu. Tak czy inaczej, 'zabieg' ten miał przede wszystkim służyć wzmocnieniu przekonania, że jej zadanie jest najważniejsze ze wszystkich, a inni mogą jej pozazdrościć, że los obrał jej tak krętą i wyboistą drogę.
    W przypadku doktora Lectera było odrobinę inaczej, gdyż ciekawiło ją, co kryje się w głowie tego tajemniczego, milczącego jegomościa. Mężczyźni jej epoki byli tak nieinteresujący, że mogłaby z samej taksacji ocenić, jaki jeden z drugim ma zainteresowania, które pewnie ograniczały się do polo i dręczenia młodych dam swoją obecnością.
    Nie miała tylko pojęcia, jak go podejść, bo wydawał się trudniejszym 'przeciwnikiem', niż pozostali mieszkańcy Handywii. Uznała, że najprościej będzie chyba zagadać go Pod Orlim Piórem, gdyż atmosfera gospody sprzyjała pogawędką, a i pyszne wino o smaku, którego dziewczyna nie zaznała nigdy w Londynie mogło rozwiązać Hannibalowi język. Był w końcu mężczyzną, oni wszyscy byli tacy sami.
    Pomimo sporej ilości gości, nie odczuwało się tłoku, jakby lokal powiększał się proporcjonalnie do liczby ludzi wewnątrz. Minęła krasnoludy, kilkanaścioro uczniów z tej nonsensownej szkoły magii, uchyliła się przed kapeluszem Rumpelstiltskina, aż w końcu dostrzegła doktora siedzącego przy jednym ze stolików.
    - Mniemam, że nie będzie panu przeszkadzało, sir, jeśli się przysiądę? - Spytała, trzymając dłonie splecione przed sobą, w postawie pełnej pokory i jakiejś niepewności, lecz jej oczy wręcz raziły nachalnością i wścibstwem.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Idąc fandomem: serwetka, na której będą leżały ciasteczka też będzie zrobiona z człowieka, a pod koniec odcinka dowiemy się, z której części.
    Gdybyś nawet nie wiedziała i tak dostałabyś wątek. Zanim tutaj rozpiszę Wielki Plan, powiedz mi, że wolisz akcję w "świecie opowieści". Bo wolisz, prawda?]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  20. [Może spróbuj unieść przy tym ręce? Król Julian twierdzi, że tak jest zawsze ciekawiej. To by co prawda nieco utrudniało pisanie, ale w ten sposób byłoby jeszcze ciekawiej...
    Aż się wzdrygnęłam na myśl o tym ślubie. Nie będzie ślubu, ani slasha, ani jeżdżenia konno jak w Star Treku.
    Koncepcja na mordercę jest taka: gościa w wojsku nazywali Krab, bo kiedy miał strzelać albo dźgać, to zaczynał drobić na boki. Nikt specjalnie bystry, bez znacznego rodowodu, nie jest psychopatą, morduje tylko ludzi, którzy mieli przeszczep, w dodatku zostawia wskazówki dotyczące ofiary. Jego jedynym ciekawym aspektem jest fakt, że działa według paradoksu Zenona. Zaczął mordować jakiś czas temu, ale dopiero niedawno jego zbrodnie stały się głośne i wulgarne. On jest tutaj żółwiem. Will jest Achillesem, który biegnie znacznie szybciej niż żółw. Jednak im szybciej on biegnie, tym szybciej Krab zabija kolejną ofiarę. Jakby był cholernym jasnowidzem.
    Sfrustrowany Will przestaje gonić za mordercą, morderca przestaje na jakiś czas mordować, ale to wciąż morderca na wolności. Tymczasem Will w rozmowie z Hannibalem wyraża głębokie sfrustrowanie faktem, że już dwa tysiące lat temu jakiś Grek dowiódł, że Achilles nie dogoni żółwia.

    Chyba pobiłam rekord powtórzeń w tak krótkim tekście.]

    Will

    OdpowiedzUsuń
  21. [Jest taka scena w Star Treku, w której spotyka się dwóch kapitanów Enterprise i... robią razem obiad, a potem jeżdżą konno, co wygląda jak początek slasha.]

    Siódma trzydzieści wieczorem, Baltimore w stanie Maryland - pomyślał Will Graham i przeszedł przez próg, po czym dodał - gabinet doktora Lectera.
    Sprawdzanie godziny weszło mu w nawyk tak bardzo, że już drugi ranek z rzędu (godzina szósta czterdzieści pięć i siódma zero trzy) zastanawiał się, czy to nie podpada pod nerwicę natręctw. Skoro jednak jest rodzaj opryszczki, który zwalcza raka mózgu, to może jest rodzaj zaburzeń psychicznych, które likwidują inne. Nawet jeśli nie, było to obecnie najmniejsze ze zmartwień Willa.
    Zegarek w salonie spóźniał się o trzydzieści jeden sekund. Winston walczył z jakimś innym psem i ubrudził krwią dywan. Właściciele tego innego psa chcą zaskarżyć Willa o zabójstwo ich pupila o kretyńskim imieniu Tramp. Tracił poczucie czasu i kontrolę nad własnym mózgiem. I - co najważniejsze - nie mógł dorwać Kraba.
    To nie był jego morderca, to był kolejny morderca Jacka Crawforda. Ten człowiek bez skrupułów wykorzystywał Willa, z kolei Will świadomie dawał się wykorzystywać. I nie widział w tym większego problemu. Przynajmniej dopóki nie popatrzył na kolejną martwą osobę (czternasta dwadzieścia, Spencer w Wirginii Zachodniej). Młoda, ładna kobieta z nerką leżącą obok głowy nie była tym, co chciałby oglądać w porze lunchu.
    To wszystko (pomijając fragment o wykorzystywaniu, nerwicy natręctw i opryszczce) powiedział doktorowi Lecterowi. Kiedy skończył, uświadomił sobie dwie rzeczy: że psychiatra pewnie i tak dopowiedział sobie, gdzie trzeba co trzeba i że to był jego najdłuższy monolog w ciągu ich znajomości.
    - Im bliżej Kraba jesteśmy, tym szybciej i brutalniej zabija kolejną ofiarę. Kiedy zwalniamy, przestaje zabijać. A w liceum mówili, że paradoks żółwia jest paradoksem tylko dopóki nie przełoży się go na praktykę...
    Nie poprosił bezpośrednio o pomoc. Nawet nie przyszło mu to do głowy, chociaż wiedział, że potrzebuje pomocy. Oczekiwał jej.

    Will

    OdpowiedzUsuń
  22. Podczas ucieczki przed fartuchami była zmuszona do gotowania szczurów, oposów a nawet królików. Zwierzątka smakowałyby jak kurczak, gdyby nie marne doprawienie i kawałki futerka na mięsie, poza tymi drobnościami smakowało to całkiem dobrze i syciło. Matka uważała, że ta dieta była obrzydliwa i niezdrowa, Max jakiś czas także się z tym zgadzała, jednak po spotkaniu doktora Lectera zmieniła zdanie.
    Ale zacznijmy od początku.
    Max nienawidziła zatłoczonych miejsc, przyprawiały ją o bóle brzucha i panikę. Tylko dlatego odłączyła się od grupy siedzącej w karczmie, wzbiła się w powietrze, i rozprostowała skrzydła. Czuła powietrze między trzepoczącymi piórkami na czubkach skrzydeł, włosy wpadały jej do buzi, wiatr był niezwykle chłodny ale widok był za to wspaniały. Po godzinie spokojnego lotu i obserwowania krajobrazu w dole zauważyła nieznajomego mężczyznę powoli spacerującego wzdłuż miejskiej drogi. Przypomniała sobie, że widywała go już w różnych zakątkach Handywii, ale dziś po raz pierwszy postanowiła zagadać.
    Wylądowała tuż za nim, złożyła skrzydła i zawołała -Dobry, proszę pana. Mogłabym dotrzymać panu towarzystwa?

    Maximum

    OdpowiedzUsuń
  23. [ smacznego! niech nie próbuje jeść Aryi, jest chuda i żylasta :D]
    Arya

    OdpowiedzUsuń
  24. [ bardzo chętnie. pomyślę nad nim na spacerze z psem, chyba, że Ty pierw wpadniesz na coś genialnego, a ja będę mogła ładnie zacząć]
    Arya

    OdpowiedzUsuń
  25. [ To ja się przywitam. Co prawda Hannibala kojarzę jedynie z "Milczenia Owiec" i od strony fandomu, a fandom mnie przeraża.
    I w ogóle, to jakiś wątek zaproponuję. Czy coś. ]

    Menolly

    OdpowiedzUsuń
  26. [Miałam to samo, czytając Brudną Robotę płakał ze smiechu, przy Najgłupszym Aniele zastanawiałam się kiedy będzie koniec, przez Błazna nie przebrnęłam...
    Wątek, wątek.. cóż taki drobny pomysł rysuje mi się w głowie, może Charlie dowiedziałby się, że Hannibal zajmuje się psychiatrią i chciałby się umówić na małe 'sesyjne' spotkanie? . Bo Charlie wciąż nie ogarnia otaczającego go świata, więc 'fachowa pomoc' z pewnością by mu się przydała :) ale jak nie odpowiada to będę myśleć dalej... pomysły po kolokwium mogą nie być najlepsze.. xD]

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Witaj. Jeśli chodzi o ten mózg, to na usta ciśnie się powiedzenie "przez żołądek do serca" ;p Nie da się ukryć, że magnetyzm pomiędzy nimi i ta fascynacja urzekła niejednego. Te spojrzenia, niedomówienia, gry słowne, wzajemne przechytrzanie się i ostatecznie pomoc mimo wszystko. Nie będzie to dziwne jeśli powiem, że kocham Hopkinsa jako Hannibala (ach, to jego spojrzenie), serialu nie miałam okazji oglądać, ale pan Mikkelsen wygląda na dobrze dobranego do roli. Skąd u Ciebie pomysł na prowadzenie Lectera?]

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Ostatnio pomysły starannie mnie omijają, więc pozostaje mi czekanie.
    W sumie, to dziwność fandomu zależy od tego, czy się w nim jest. I ile się jest. ]

    Menolly

    OdpowiedzUsuń
  29. 38 years old Community Outreach Specialist Phil Matessian, hailing from Shediac enjoys watching movies like Colossal Youth (Juventude Em Marcha) and role-playing games. Took a trip to Historic Centre of Salvador de Bahia and drives a Neon. sposob na tych gosci

    OdpowiedzUsuń