Nazywam się Kamyk, syn Stokrotki, z ojca Chmury, z domu Obserwatora Płowego. Jestem teraz pełnoprawnym członkiem Kręgu Magów, ale jakoś nie czuję się inaczej niż przedtem - może tylko odrobinę mądrzejszy i bardziej doświadczony.
Kamyk
aka. Ekeri
19-letni, głuchy Tkacz Iluzji
podobno student biologii
Najlepszym sposobem wyrażania się jest pismo. Pozwala przemyśleć wszystko to, co chcemy przekazać, prowadzi do ponownego zastanowienia się nad naszymi myślami. Jest całkiem trwałym śladem naszej egzystencji i mimo wszystko - łatwym sposobem komunikacji. Przynajmniej dla Kamyka, dla którego jest właściwie jedynym sposobem. Bo choć czysto teoretycznie odezwać się potrafi, to na co mu to, skoro sam tego nie słyszy?
Ciemnawa karnacja, kręcone włosy podatne na wilgoć i ciemne oczy. Wysoki, dobrze zbudowany - a jednak, wciąż szczupły. Tatuaż na całe plecy, przedstawiający wielkiego, kolorowego motyla - z czułkami u nasady karku i skrzydłami otwierającymi się do lotu. Każdy ruch łopatkami sprawia wrażenie, że owad lekko wachluje skrzydłami. A do tego wszystkiego to inteligentne, spokojne spojrzenie i pełne opanowanie. Pełen odwagi, chociaż zamknięty w sobie, nieświadomy własnej, potężnej intuicji. Odizolowany od otoczenia, a przy tym z talentem przywódczym. Chodząca sprzeczność, nie przejmująca się tym specjalnie. Pasjonat biologii, medycyny, książek, smoków, swoich przyjaciół i własnego talentu, polegającego właśnie na swobodnym tworzeniu iluzji. To dzięki niemu najczęściej się komunikuje, tworząc w powietrzu wstęgi iluzyjnego pisma, którego kształt najczęściej automatycznie podporządkowuje się jego nastrojowi. Ma silny lęk przed ciemnością i małymi przestrzeniami, którego nie potrafi zwalczyć, więc stosuje prostą metodę - unika. Podobno posiada bliźniaka - w rzeczywistości to tylko jego najbliższy przyjaciel, smok, zmieniający formę - Pożeracz Chmur.
Płowego szanowali, ale omijali z daleka jak kogoś chorego albo niespełna rozumu. Obaj żyliśmy nie tyle wśród ludzi, ile obok nich. Nikt nie chciał mieć bliżej do czynienia z człowiekiem, który słyszy cudze myśli, ani z takim, co uczciwy świat w kłamstwa ubiera.
Łatwo zrozumieć, że Pożeracz Chmur stał się dla mnie nie tylko pomostem do świata dźwięków. Jest moim przyjacielem, powiernikiem tajemnic i najbliższą mi istotą zaraz po ojcu. Czasem wydaje mi się, że go kocham, tak jakbym kochał brata.
-----
Witam serdecznie.
Nie mam pojęcia, czy to wystarczy, ale znając siebie - rozbuduję to z czasem. W razie czego - udzielę dodatkowych informacji, a na wszelkie wątki jesteśmy chętni. Co prawda, postaci kanonicznej jeszcze nie prowadziłam, ale kiedyś trzeba zacząć!
Wszystkie cytaty pochodzą z Kronik Drugiego Kręgu Ewy Białołęckiej, zaś buźki użyczył Aidan Turner.
Try again, Sammy <3.

[Jeszcze nigdy nie czytałam żadnej książki Ewy Białołęckiej, ale coś mi się wydaje, że z chęcią sięgnę po jedną, gdy tylko znajdę czas. Życzę miłej zabawy.]
OdpowiedzUsuńZuza
[Witam i życzę miłej zabawy. ;)]
OdpowiedzUsuń[Ja ogólnie bardzo mało polskich książek czytam. Jak już, to i tak wolę kryminały i fantasy. A wątek z chęcią. Z powiązaniem trudno będzie, ale na takim blogu to wiadomo. Masz może jakiś pomysł?.]
OdpowiedzUsuńZuza
[A widzisz, nie wiedziałam. Dobry pomysł. Zuza w magię zbytnio nie wierzy, co ogólnie rzecz biorąc jest lekkim absurdem, gdyż sama w Narnii dość długo siedziała, ale cóż. Mi się wydaje, że się polubią, a przynajmniej mam taką nadzieję. Zostaje teraz tylko pytanie, kto zaczyna.]
OdpowiedzUsuń[O, nareszcie ktoś kogo kojarzę! Dostałam "Naznaczonych błękitem" jako nagrodę w jakimś konkursie, całkiem miła książka, nie powiem. No i, oczywiście, zapraszam na wątek]
OdpowiedzUsuńHannka <3
[To jest całkiem możliwe. I o ile pamiętam, potem chyba też prowadziłaś bloga o tematyce anioły-demony, mam rację, czy Cię z kimś mylę?]
OdpowiedzUsuń[Idź sobie ;-;]
OdpowiedzUsuńMagia jest tylko wytworem naszej wyobraźni, prawda? To przecież nie jest prawdziwe, realne ani nawet możliwe. To przecież absurd. Wróżki, czarodzieje vel kołodzieje, wampiry i inne stwory, których tak naprawdę nie powinno być. Nie powinny istnieć. Może w alternatywnej rzeczywistości. A czy my właśnie się tutaj nie znajdujemy? Co by było, gdyby?... Gdyby to wszystko jednak istniało naprawdę i zgromadzone zostało w jednym miejscu?
OdpowiedzUsuńDrogi były już niemal puste. Po chodnikach praktycznie nikt nie chodził, sporadycznie można było minąć grubo opatulonego mężczyznę. I Zuzannę, niewinną Susan, która prędko przebierała nogami, aby w jak najszybszym tempie dostać się do domu. Została dziś w szkole dłużej, na zajęciach plastycznych. Zagadała się z nauczycielem o książkowych historiach, o których lubiła słuchać, rzadziej mówić. I tak minął wieczór, odpędzając powoli dzień w ponure zakątki świata.
Zuza spoglądała na swoje nogi, jakby nie chcąc, aby ktoś zobaczył ją o tej godzinie w tak posępnej uliczce. Jednak wcale się to jej nie opłaciło. Wpadła na kogoś lub ktoś na nią. Poczuła silny ból w klatce piersiowej i o mało co nie upadła. Spojrzała na człowieka, z którym miała naprawdę bliski kontakt. Skądś go znała. Tak, to ten głuchoniemy magik, Tkacz Iluzji. Spojrzała na niego wymownie i chciała przeprosić, ale wiedziała, że on i tak nie zrozumie. Dotknęła jego ramienia, lekko zginając głowę w ukłonie.
[Boże, ja naprawdę nie umiem zaczynać. Teraz wiem to na 100%. Wstyd.]
[jestem obrażona, ot co. Ale dobra. Bo wątku chcę.]
OdpowiedzUsuń[O, patrz. Na tamtym blogu też byłam. W takim razie przykro mi, że Ci go zajęłam. :< Chociaż w sumie mój Gabe i Twój bardzo się różnią.
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o wątek, to bardzo chętnie, tylko gorzej trochę z pomysłem. A Ty może coś wymyśliłaś?]
[O, może być ciekawie. ;) Daj mi trochę czasu, a coś sklecę i przyjdę z wątkiem.]
OdpowiedzUsuń[Ty mnie witasz, a ja się wątku domagam. Pomysłem zarzuć, to zacznę :D]
OdpowiedzUsuńGemma
[Obrażona bo się nabijasz. No. Pomysły po dwóch egzaminach? Ha, dobre!]
OdpowiedzUsuń[O Hannce większość wie dwie rzeczy - 1. zjada ludzi, 2. wygląda jak sir Anthony Hopkins. Niestety, w tym wypadku ja również pomysłu nie mam, ale nadal liczę na randkę.]
OdpowiedzUsuń[Chcę wątek!
OdpowiedzUsuńO tej porze nie stać mnie na więcej, ale musiałam to napisać.]
[Peggy, rzecz jasna. Wielka fanka "Tkacza iluzji", do "Kronik" jeszcze się nie dorwałam, niestety.]
UsuńMiała na głowie problemy związane z Pip, a teraz jeszcze to. Fakt, że nie uważała się za wybitnie roztargnioną irytował ją jeszcze bardziej, a do tego wokół żadnej żywej duszy, która mogłaby jej pomóc. Martwej też nie, a przecież miała z nimi do czynienia za każdym razem, gdy przechodziła tę cienką granicę między rzeczywistością, a przestrzenią świata Zakonu.
OdpowiedzUsuńO ile to, gdzie była można było nazwać rzeczywistością...
Ale do rzeczy - Gemma nosiła na szyi maleńki amulet, który wprawdzie w Handywii był tylko ładnym wisiorkiem, ale w Spence naprawdę ją chronił. Musiała jak najszybciej go znaleźć, bowiem nigdy nie wiedziała, kiedy ktoś zażyczy sobie poznać dalsze losy panny Doyle. A to, że zgubiła go w parku, teraz opustoszałym z powodu nadchodzącego zmierzchu (o tej porze wszyscy woleli przebywać w gospodzie albo we własnych czterech ścianach) wcale nie poprawiał jej humoru. Przeciwnie, miała ochotę kląć w sposób, który damie nie przystawał. W tym momencie motto Akademii "Wdzięk, urok i piękno" mijał się szerokim łukiem z brudnymi myślami Gemmy próbującej na czworakach znaleźć srebrny wisior gdzieś pośród traw.
- Niech to szlag! - Warknęła i podniosła się z obrzydzeniem, kiedy po jej dłoni przebiegł jakiś pająk. Lampy parkowe dawały tyle światła, co nic, ale zdołała dzięki nim dojrzeć kogoś siedzącego na ławce.
- Przepraszam, może tu pan na momencik podejść? - Zawołała, gdy po krótkiej obserwacji domyśliła się, iż tamta postać to niewątpliwie mężczyzna. Niestety nie doczekała się z jego strony żadnej reakcji, więc zawołała znowu, bo może się człek zamyślił i zwyczajnie nie słyszał.
Wreszcie tupnęła nogą, szybkim krokiem dotarła do ławki i okrążyła ją, aby stanąć oko w oko z tym ignorantem, który za zmazę na honorze uznaje pomoc damie w potrzebie.
- Co za brak wychowania! Ci mężczyźni, zero empatii, oby tylko dostać żreć i wina! - Wyrzucała z siebie pretensje, machając z przy tym dziko rękami. Ach, pani Nightwing nie byłaby zadowolona, że jedna z jej uczennic zachowuje się jak zwykła prostaczka...
[Powiem Ci, że nigdy nie słyszałam o Kamyku, ale to pewnie dlatego, że nie czytam zbyt wielu polskojęzycznych książek. Jednak postać jest naprawdę ciekawa, chyba wezmę się w garść i przeczytam. Max pewnie też zafascynuje się Kamykiem, więc proponuję wątek. Masz może pomysł na powiązanie?]
OdpowiedzUsuńMaximum
[Ja nie jestem od pomysłów, raczej nie. Ale od zaczynania - owszem. Dlatego poczekam troszkę, a jeśli nic totalnie nie wymyślisz - spróbuję poprosić Dwie Młodsze Świnki o pomoc, może co trzy głowy to nie jedna. ;)]
OdpowiedzUsuńPeggy
[A mogłabym poprosić o zaczęcie? Nie wiem, czy dobrze to sobie wyobrażam, ale pomysł naprawdę dobry!]
OdpowiedzUsuńMaximum
[ Arya pochodzi z cyklu Dziedzictwo, na który składają się cztery książki,w tym i jedna o tym samym tytule. :) i dziękuje bardzo za powitanie :)]
OdpowiedzUsuńArya
[ Czołem <3 W sumie, to nie czytając tej części cyklu, która opowiada o Harfiarzach, niewiele straciłaś. Specyficzne to jest, w porównaniu z pierwszymi tomami dzieje się straszliwie mało.
OdpowiedzUsuńPomysł powiadasz... W sumie, to przyszło mi do głowy jedynie to, że Menolly mogłaby zwiać któraś jaszczurka - spiżowy Nurek chociażby. I wpadłoby toto na Kamyka...
Tak, wiem, niech żyje oryginalność.]
Menolly
[ I tak nie mam nic do roboty, więc czemu nie, mogę zacząć, referat o bozonie Higgsa poczeka~ ]
OdpowiedzUsuńJaszczurki ogniste, jako stworzenia ruchliwe i ciekawskie, bywały niezwykle kłopotliwe. Zwłaszcza, gdy otoczenie zdawało się nie kryć w sobie zagrożenia, a wyglądem oraz intrygującymi zapachami wprost zapraszało, by je odkrywać.
Menolly czasami zastanawiała się, czemu w Handywii zawsze zjawia się wraz ze swoimi pupilami. Och, oczywiście, jaszczurki niemal zrosły się z obrazem jej osoby, ale... nie przesadzajmy, dobrze? Co innego upilnować całą tą zgraję w Warowni czy siedzibie Cechu - te miejsca znały i jaszczurki, które szczęśliwie nie były na tyle głupie, by latać sobie po całym Pernie, i Menolly; zawsze wiedziała, gdzie może znaleźć te miniatury smoków.
A w Handywii zwierzęta jakby dostawały kota. Latały to tu, to tam, popiskiwały, syczały, szczęście, że nie próbowały skakać Pomiędzy. Kto wie, jakby się to tutaj skończyło...
Ale mimo niemożności wykonania takiego skoku w niebyt, jaszczurki znikały - czy raczej uciekały - zadziwiająco często. Taki Nurek na przykład - jako spiżowy samczyk zawsze był niezwykle niezależny, ale teraz przekraczał wszelkie granice.
Menolly goniła go już od dłuższego czasu; mignął jej znikający za rogiem budynku czerwony ogonek. Przyśpieszyła, a Cioteczka Pierwsza i Druga, siedzące dziewczynie na ramionach aż zaburczały z oburzenia.
Menolly