13 czerwca 2013

Ciągłość ludzkiego istnienia zależy od wspólnego jedzenia pączków.

– Zobacz, Sophie, kotek. – Było mu przykro z powodu śmierci karalucha Niedźwiedzia. Może tego popołudnia wybierze się do sklepu ze zwierzętami i przywiezie córce nowego przyjaciela. Sophie zapiszczała z radości i wyciągnęła rękę w stronę kociaka.
– Umiesz powiedzieć „kotek”? – spytał Charlie. Pokazywała zwierzątko rączką i uśmiechała się, tocząc z ust kropelki śliny.

– Chciałabyś kotka? Umiesz powiedzieć „kotek”? Sophie wciąż pokazywała kotka.
– Kotek – powiedziała.
I wtedy kotek padł trupem.


Charlie Asher
Chyba jedynie przypadkiem miał kiedyś żonę,
chyba przypadkiem udaje mu się wychowywać córkę,
zupełnym przypadkiem zamieszkuje Handywię,
przypadkiem prowadzi sklep z używanymi rzeczami,
przypadkiem lubią go ludzie - zapewne za tą pierdołowatość wypisaną na twarzy,
przypadkiem zrobił połowę rzeczy w swoim życiu.
Przypadkiem został Handlarzem Śmiercią.
Ups? 

Ludziom wydaje się, że wszyscy będą szczęśliwi będąc tak zwanymi osobnikami alfa - walczącymi o swoje, skupionymi na karierze, na wyrywaniu najładniejszych lasek i osiąganiu życiowych sukcesów. Może i świat byłby wtedy lepszy, ale zdecydowanie zabawniej jest gdy na horyzoncie pojawia się osobnik beta. Słabszy, liczący w życiu na szczęście, ten któremu wszystko wychodzi raczej przypadkiem. Taki jak Charlie.
Charlie Asher jest przeciętny do granic możliwości: nie naraża się, nie wychyla, nie wznosi buntów, nie marudzi, nie użala się, nie kradnie, nie ściga złoczyńców, nie wygrywa na loteriach, nie ubiera się szczególnie dobrze, nie rozumie zasad pchełek i nigdy, PRZENIGDY nie zrozumie dlaczego to właśnie on został wybrany do zabierania dusz zmarłym. Gdyby ktoś zorganizował konkurs na Największego Pierdołę Świata, Charlie zapewne zagarnąłby tytuł już w pierwszej minucie. On po prostu nie wie, nie rozumie i nie ogarnia, a przy tym chciałbym pomóc wszystkim i każdemu z osobna. Ale, ale! Żeby nie było, że można wejść mu na głowę i zrobić sobie tam przytulne mieszkanko! Jak musi to potrafi zawalczyć o swoje, a przy okazji ma córkę, której nie zawaha się użyć. Sophie - urocze, trzyletnie dziewczątko (prywatnie Wielka Śmierć), strzeżone przez dwie piekielne ogary, które zabija jednym słowem: kotek. W dodatku uwielbia miecze i inne dziwne rzeczy, co czyni z niej potencjalnie Najbardziej Niebezpieczną Trzylatkę Świata.
Tak więc opuścił rodzinne San Francisco, zrobił sobie urlop w pracy, przybył do Handywii i dał dziecku szlaban na mówienie 'kotek' (głównie dlatego, że oprócz nazywania kota kotkiem, zaczęła tak mówić na wszystko co wpadło jej w ręce oczy, a to zaczęło robić się niebezpieczne). Wieczorami wyprowadza na spacer piekielne psy i stara się oduczyć je jedzenia mydła. Podły zwyczaj. Oprócz tego pragnie odzyskać dawny spokój, co niestety... Wychodzi mu marnie. 


[Christopher Moore i jego Brudna Robota, sprawili że płakałam ze śmiechu siedząc w aucie na jednym z parkingów samochodowych. Nie mogłam się więc powstrzymać i tak oto powstał Charlie Asher - król samców beta i Naszelna Pierdołowatość Świata. Twarzy Charliemu postanowił użyczyć Mark Ruffalo, bo jest dobrym człowiekiem i lubi pomagać takim ludziom jak ja.  Zapraszamy!]

10 komentarzy:

  1. [Czytałam dwie książki Moore'a - jedna mi się podobała bardzo, druga w ogóle. Tę, która mi się w ogóle nie podobała kupiłam po przeczytaniu poprzedniej. Teraz kurzy się na półce i podgryzają ją szczury... Ech. W każdym razie - jestem chętna na wątek, tyle że 15 mam deadline i do tej pory mnie nie ma. Byłabym w każdym razie wdzięczna za jakiś pomysł, wtedy zacznę gdy będę mogła.

    Lecter

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Hm... Nie znam tego Pana ani książki, ale bardzo sympatycznie "brzmi i wygląda". Co prawda jego urocze dziecko wolałabym omijać, bo czasem na moją Clarice powie "kotek' i będzie pozamiatane ;p Clarice sympatyczna? Może sprawia tylko takie wrażenie, chociaż nie, dobre z niej dziewczę, szczególnie jeśli nie jest się mordercą ;p Masz ochotę zacząć wątek czy mam to zrobić ja?]

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Sesja <3]
    Życie w Handywii mijało Clarice bardzo spokojnie. Nie musiała biegać z bronią, przesłuchiwać zwyrodnialców, którzy chlubili się faktem, że wyrżnęli połowę wsi, ani tym bardziej użerać się z męską częścią FBI. To był jej czas, nikt nieproszony nie mógł go zakłócić. A od kiedy w jej domu zamieszkał trzymiesięczny owczarek niemiecki o wdzięcznym imieniu Shayla wszystko było na swoim miejscu. Shay rosła jak na drożdżach, psociła za całe stado owczarków, ale była kochającym czworonożnym przyjacielem. Nikt tak jak ten mały kudłacz nie umilał Clarice wieczornego joggingu za miasteczkiem, ba nawet któregoś wieczoru tak przebiegła swojej pani między nogami, że ta skręciła sobie kostkę. Cudownie. Nic więc dziwnego, że dzisiaj Starling nie biegała po lesie, a tylko spacerowała, przeklinając swoje nadpobudliwe, psie dzieciątko.

    OdpowiedzUsuń
  4. ["Naczelna Pierdołowatość Świata" <3 Dziękuję za powitanie i normalnie aż się prosi ten pan o wątek! Fakt, najpewniej byłby gnębiony przez Elfabę, ale... xd]

    Elfaba

    OdpowiedzUsuń
  5. [Oj tam, oj tam. :D To co? Jakieś spotkanie/chyba, że wolisz jakieś powiązanie, to wtedy już więcej będzie kombinowania? ;>]

    Elfaba

    OdpowiedzUsuń
  6. [Rozwiń tę drugą myśl, proszę :D]

    Elfaba

    OdpowiedzUsuń
  7. [Matko, kocham Cię za ten pomysł xD Wyobrażam sobie, jak ktoś zirytuje Elfabę, będzie chciała się na takiego rzucić, albo cisnąć w niego jakimś zaklęciem, a biedny Charlie ją będzie powstrzymywał <3
    A będziesz tak kochana, żeby zacząć? <3 Proszę, proszę, proszę <3]

    Elfaba

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dziękuję <33333333333333333333333]

    Elfaba

    OdpowiedzUsuń
  9. Elfaba nie miała przyjaciół. Ona posiadała ludzi, którzy jeszcze nie zdążyli się na niej poznać, bądź do tej pory jeszcze nie mieli ochoty oblać ją wodą lub spalić na stosie. Irytująca, wredna, całkowicie bezczelna i zgorzkniała osoba, która była idealnym wzorem dla innych autorów, którzy mieli zamiar wykreować czarne charaktery.
    Nieznośna Fabala (jak ją nazywali niektórzy) znalazła sobie swojego rodzaju worek do picia, a zarazem inhibitor wszelkich negatywnych emocji - Charliego Ashera. Ten człowiek był tak pocieszny, tak spokojny, że jego postawa na swój sposób wpływała również na samą Elfabę. Jak widać, nie zawsze skutecznie.
    Była rozzłoszczona obecnością małych bachorów niedaleko jej domu. Wrzeszczące dzieci, które biegały, darły się, jakby je ze skóry obdzierano. Szczerze mówiąc, nawet sama chętnie by to zrobiła, już się ubierała, aby trochę je nastraszyć, kiedy napotkała Charliego. I cały jej misterny plan poszedł w łeb, niestety.
    A teraz? Siedziała na ławce, kryjąc się przed słońcem, a także skupiając wzrok na dziwnie ogłupiałych ogarach Ashera. Cóż poradzić, to był jedyny interesujący ją aspekt w tym momencie.
    - Psycholog? Kto to jest psycholog? - spytała, krzywiąc się przy wypowiadanym słowie na "p". Panie Asher, czy pan zapomniał, że Thropp z innej bajki pochodzi?

    Elfaba

    OdpowiedzUsuń
  10. Im późniejsza pora tym przyjemniej spacerowało się po podmiejskich terenach Handywii. Zwyczajnie dlatego, że spotkanie drugiej osoby było praktycznie niemożliwe, a jeśli już to każdy był tak zamyślony, że nie zwracał na drugiego uwagi. Starling miała jednak instynkt agentki FBI, dlatego już z daleka zauważyła mężczyznę z dwoma stworami, no bo psami tego nazwać nie szło. Olbrzymy spoczywały na trawie i spoglądały na małą Shaylę jak na smaczny posiłek. Clarice zapobiegawczo ściągnęła smycz szczeniaka.
    - Tak, jest urocza - odpowiedziała, przenosząc wzrok na właściciela stworów. - O pana pupilkach tak nie można powiedzieć - dodała, uśmiechając się ciepło.

    OdpowiedzUsuń